wtorek, 18 listopada 2014

Wybory


Blog staram się prowadzić w taki sposób by nie był niczym związany z polityką. Muzyka i polityka wszędzie gdzie się łączy powstaje problem. O swoich poglądach czy sympatiach politycznych również nie zamierzam się rozpisywać. Obserwatorem jednak jestem dobrym i parę wniosków potrafię wyciągnąć. Partia wygrana w ostatnim rozdaniu nie należy do tej, która reprezentuje mój światopogląd. Sporo w niej ludzi bez polotu politycznego i brak w niej choćby paru osób z charyzmą. Tak więc rodzi się pytanie - wygrana i co dalej ? Z drugiej strony przeżywam deja vu. Ponownie stwarza się sytuację w której partia, która w demokratyczny sposób wygrała powinna przeprosić za swoje zwycięstwo i oddać władzę. Ponownie obraża się wyborców z powodu, że Ci nie zagłosowali  na jedyną słuszną opcję polityczną. Od niedzieli słyszę, że powodem przegranej PO jest utrata wizerunku, który należy poprawić. Wizerunek nie trzeba poprawiać a należy coś zacząć robić. Sorry panowie politycy... Przez siedem lat nie uczyniliście nic, poza kilkoma budowami i to za nie swoje pieniądze. Okradliście ludzi z oszczędności (OFE). Dowaliliście podatek. Pozabieraliście ulgi. Wydłużyliście latra pracy przez co szanse na emeryturę (dożycie jej) zaczyna stanowić problem. Dzieciaki wyrzuciliście rok wcześniej do szkoły co daje kolejny rok pracy. Wcześniejsza szkoła równa się wcześniejsza praca i nie mydlić oczu, żee to dla dobra tych dzieci. Czyli dla kobiet to osiem lat pracy więcej. Ostatnia podwyżka w strefie budżetowej miała miejsce w 2007r tuż przed objęciem władzy przez PO. Zburzyliście wszystko co przynosiło zysk. Obecnie muszę pracować ponad 300 godzin w miesiącu by utrzymać standard życia sprzed siedmiu lat. Szczerze mówiąc mam to gdzieś, czy rządzić będzie PO czy PiS czy ktoś inny, Jestem egoistą i patrzę pod siebie. Te Mochery jak do tej pory więcej zrobiły dla mnie niż wspaniali politycy PO. Osoby nie potrafiące dostrzec spraw istotnych a tylko patrzą na wizerunek kształtowany przez media czy nawet samych polityków to osoby ograniczone. Dla niektórych PiS równa się państwo religijne, Macierewicz to główny wróg Polski. A Kaczyńskiego to wstyd pokazać światu. Może i prawda ale mi Macierewicz nic złego nie zrobił. Ostatnią podwyżkę dostałem od Jarka. Nie będę więc gryzł ręki która mnie nakarmiła.A Kościół ? Kościół jako instytucja jest mi obojętny więc mam gdzieć to czy gdzieś stoi jakiś krzyż czy nie. nie reaguję na niego jak diabeł na święconą wodę. Jest mi to obojętnne. PiS ma swoje Radio Maryja zaś PO ma TVN. Chyba wiecie o czym piszę. A jeżeli nie to odsyłam do podręcznika socjologii. Pewnie pomyślicie że jestem Pisowcem... Nie jestem, głos poszedł na kogoś niezrzeszonego a do któego mam w swoim regionie zaufanie. Napisałem PiS programowo mi nie odpowiada co nie zmienia faktu, że w ostatnich 10 latach tylko ta partia poprawiła swego czasu mój byt. To daje do myślenia. PO póki co udawadnia po raz kolejny, ze jedyne co ich łączy w tej organizacji to chęć pełnienia władzy. No dobra... nie polityka miała być tematem a samo nastawienie. Drażni mnie obrażanie ludzi i to głównie chciałem przekazać choć sam nie czuję się obrażanym bo nie pod moim adresem te szykany idą. Ale weźmy sobie na wstrzymanie i używajmy argumentów a nie epitetów.Uszanujmy demokrację i wybór Polaków. Zresztą zawsze się dziwiłem polskiej głupocie. Nasz kraj to jedyny znany mi przypadek w świecie gdzie robotnik głosuje na partię programowo  pozbywającą go miejsca pracy. U nas w Poznaniu póki co sytuacja pewnie się nie zmieni i nadal będzie rządził ten co rządzi. Czy to dobrze ? Nie wiem. Dalej będzie to co jest... Co w końcu może zdziałać ktoś wypalony zawodowo dla którergo bycie prezydentem stało się zawodem a nie funkcją ? Ale wybór należy uszanować i jeżeli wygra - pogratulować. Z pewnością Rysiek G. nie będzie zmuszony do tego by przepraszać za to, że wygrał. A ludzie chcący komentować przekonania polityczne niech wreszcie zaczną to robić z pewną klasą bo na razie mniej są przekonujący niż Ci których łajają.. 

środa, 5 listopada 2014

Pet Shop Boys - Disco (1986) - recenzja




Zawsze miałem problem z klasyfikowaniem tej grupy. Szufladka "muzyka dyskotekowa" jakoś nie pasuje do obrazu tej grupy. Z drugiej strony gdyby tak się zastanowić to muzyka komponowana przez ten duet adresowana jest w większości jednak do odbiorcy klubowego (w domyśle dyskotekowicza). Przyjąć więc należy, że to jednak muzyka taneczna, bo w tym celu powstawała. Problem mój w odpowiednim umiejscowieniem grupy polega na tym, że byli oni muzyczną alternatywą w dość wąskim wtenczas nurcie muzyki disco. Na parkietach królowało w wtedy w pełni italo disco oraz euro disco, które wszelkie wzorce stylistyczne i tak głównie podpatrywało u Włochów co sprawiało, że oprócz nazwy mało co się  różniły od siebie te dwa kierunki. Pet Shop Boys dało się zauważyć już po wydaniu pierwszego singla "West End Girls", który nawet w naszym dość opóźnionym radiu pojawił się dość szybko. Nie pamiętam by był on lansowany na dyskotekach. Sporo róźnił się stylistycznie od tego co wtedy było modne. Raczej grupa postrzegana była jako oryginalna ciekawostka niż materiał na parkiety klubów studenckich. Dość szybko po singlu pojawiła się płyta długogrająca i ona to przyniosła grupie status zespołu pierwszoligowego. Teledyskami z niej zasypał nas Szewczyk w Wideotece a firma Wifon wpisała do planowego programu wydawniczego pozyskanie licencji na wydanie kolejnego albumu. (no może przesadziłem z tym Wifonem, bo nie sadzę by decyzja powiązana była bezpośrednio z ukazaniem się debiutu). 


W okresie wydania pierwszego albumu zespół był mi prawie obojętny. Dostrzegłem jedynie "West end girls" (pamiętna premiera w Studio Stereo w 1986r - singlowa) oraz "Suburbia" - ta zaś za sprawą wersji z płyty "Disco" (Płytę "Please" poznałem później) Z każdą kolejną płytą zespołu weryfikowałem swoje poglądy i coraz przychylniej do tej grupy się nastawiałem. Płyta "Disco" na bardzo długi okres była jedyną, którą ceniłem w sposób szczególny. Pełna weryfikacja i wstawienie grupy na odpowiednio wysoki piedestał nastąpił u mnie dopiero w latach 90tych. Wracając do tematu "Disco". Panowie przed wydaniem drugiego longplaya "Actually" sprawili niespodziankę i wydali płytę pod tytułem "Disco". Ten album w zasadzie zawierał tylko sześć kompozycji z czego cztery pochodziły z płyty wcześniejszej. Taka mała ilość tytułów niech nie będzie zmyłką co do długości całej płyty. Czasy piosenek wzrosły co do pierwowzorów o kilka minut a i dwie premierowe nie były krótkie. Całość albumu to 46 minut co obecnie może i nie powala ale wtedy dla wydawnictwa winylowego był to całkiem normalny czas całości materiału. Po pierwszym odsłuchaniu całości albumu nie sprawia on wrażenia, by serwowano nam aż tak wielką róznicę jeśli chodzi o aranż względem albumu wczesniejszego. Tytuł  "Disco" również nie zobowiązał zespołu by zabrzmieli na niej jak Modern Talking. Owszem słyszalne jest zwiąkszenie akcentów w rytmie. Kilka ciekawych didżejskich wstawek i przejść, które tak naprawdę zaszaleją w muzyce dopiero z chwilą pojawienia się muzyki house . W świadomości ówczesnych słuchaczy albumy "Disco" i "Please" funkcjonował praktycznie w tym samym okresie. Jakimś trafem w tym 1986r pozyskałem płytę "Disco" na kasecie oryginalnej, tak więc prawdziwą przygodę z muzyką tej grupy rozpocząłem właśnie od tego wydawnictwa. Płytę obecnie oceniam bardzo dobrze i uważam ją za bardzo równą pod względem przebojowości poszczególnych piosenek. Wtedy jednak wyróżniałem tylko z niej dwa kawałki."Suburbia" - wydłużoną i "odrobinę przerobioną" wersję przeboju z "Please" i premierowe "Paninaro" które chyba jako jedyne najbardziej trzymało klimat piosenek dyskotekowych tamtego czasu. Zresztą nawet opatrzono go dopiskiem Italian remix. Do dziś pamiętam, że w tej piosence 43 razy pojawia się słowo tytułowe (nie sprawdzałem od owego 1986r ale pamięć chyba mi nie płata figla... przez ciekawość liczyłem). Utwór wydawał się strasznie długi, strasznie monotonny a przy tym nie zatracał przebojowości. Monotonia i przebojowość ? Brzmi to może jak paradoks ale spokojnie. Jeszcze kilka piosenek potrafiłbym wskazać gdzie połączenie przebojowości z monotonią samej kompozycji jest czy raczej było możliwe.

"Paninaro" - wersja zdecydowanie krótsza niż na albumie 

Nie będę z tej płyty wydzielał, które piosenki są lepsze a które gorsze. Jak wspomniałem to bardzo równa płyta a preferencje co do poszczególnych jej fragmentów u osób ją znających rozkładają się prawie po równo i bardziej decydującymi czynnikami wyznaczającymi różnice wartościujące są własne wspomnienia  niż kwestie muzyczne. W moim przekonaniu płyta "Disco" zupełnie (może poza "Paninaro") nie wpisywała się w nurt naszych polskich dyskotek. Była za to doskonałym uzupełnieniem pierwszego albumu. Była czymś w rodzaju super maxi singla, który zawierał doskonałe alternatywne wersje znanych już czterech piosenek oraz poszerzał dodatkowo wydany repertuar o dwie kompozycje. Zresztą chyba własnie te dwie piosenki  najbardziej po przesłuchaniu zapadają w pamięci na tym albumie. Kolejne płyty tego zespołu były według mnie już bardziej dyskotekowe niż album dzisiaj omawiany (zawierały przynajmniej po jednym bardzo dużym przeboju, który królował na parietach w naszym kraju) ale również chcąc być zawsze ten krok do przodu przed innymi Pet Shop Boys coraz więcej zaczynało wplatać do swojej twórczości elementów muzyki house. Jedno jest pewne, albumem "Disco" zespół Pet Shop Boys zapewnił sobie na rynku na stałe opinię artystów "z górnej półki" muzyki dance. Nikt nie ośmieli się nawet wśród ignorantów stylistycznych postawić ich w tym samym szeregu co twórczość Dietera Bohlana (przy całym szacunku dla zasług tego pana). Panowie Neil Tennantt oraz Chris Lowe nagrywając tą płytę potwierdzili , że nie są już tylko muzykami ale są również artystami. Sami twórcy płytę "swoje dziecko" trochę lekceważą lub uważają ją tylko jako pewien dodatek. Swiadczy o tym to, że w reedycjach w początku lat dwutysięcznych została ona przez nich pominięta. 

Mam osobisty sentyment do tej pyty. Po pierwsze jak już pisałem to od niej rozpoczałem poznawanie ich muzyki. Album "Please" pozanałem w całości dopiero w kilka lat później. Gdzieś w okolicach ukazania się ich czwartej płyty. Po drugie był chyba może dopiero 20 pozycją w mojej skromnej kolekcji oryginalnych kaset wykonawców zagranicznych. Po trzecie - okres "katowania" siebie tym albumem przypadł idealnie w okres, który uważam za najbardziej beztroski w moim całym życiu.To wystarczajace powody dla mnie bym uznał go za najlepsze osiągnięcie tej grupy.

Grupa  Pet Shop Boys podobny zabieg z "płytą  uzupełniającą"  zrobiła w 1994 wypuszczając płytę "Disco 2" oraz w kolejnych latach jeszcze Disco 3 (2003r) i Disco 4 (2007r)

Traklista

Strona A

"In the Night" (Arthur Baker's Extended mix) – 6:28
"Suburbia" (Julian Mendelssohn's Full Horror mix) – 8:56
"Opportunities (Let's Make Lots of Money)" (Ron Dean Miller and Latin Rascals' Version Latina) – 5:34

Strona B

"Paninaro" (Pet Shop Boys and David Jacob's Italian mix) – 8:35
"Love Comes Quickly" (Shep Pettibone's Mastermix) – 7:38
"West End Girls" (Shep Pettibone's Disco mix) – 9:03

piątek, 24 października 2014

The Beatles - Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band (1967) - W hołdzie dla tego albumu



Rok 1967 był rokiem Beatlesów i  rokiem Sierżanta Pieprza. W tym roku obchodzimy 47 rocznicę wydania tej płyty, która do tej pory często uchodzi za najlepszą płytę rockową i potrafi wygrywać większość plebiscytów organizowanych przez renomowane magazyny muzyczne (lub znajduje się w ścisłej czołówce). Zapewne spowodowane to jest nie tylko samą zawartością muzyczną tego albumu, ale również całą otoczką, która towarzyszyła powstaniu oraz wydaniu tej płyty. W tym wpisie chcąc uczcić w jakimś stopniu tą dla mnie specjalna płytę postanowiłem kliknąć trochę mniej znanych faktów, ciekawostek dotyczących samego nagrania jak i wydania albumu wszechczasów. Znajdzie się tez kilka osobistych refleksji i kilka prób obalenia pewnych mitów, które towarzyszą bez przerwy podczas opisywania tej płyty. Z góry przepraszam za długość tej wypowiedzi, ale by dać pełne światło potrzeba więcej niż kilku zdań.

Zacznę wpierw od dość istotnego faktu czyli atmosfery tamtych czasów gdy doszło do powstania tej płyty. Rok 1967 nazwano rokiem Beatlesów (w pewnych kręgach) ale czy to było do końca sprawiedliwe określenie ? Z pewnością był to okres w którym nastąpiło „coś nowego” coś co zmieniło całkowicie obraz muzyki na wiele lat. Tym czymś była psychodelia, jeszcze nie postrzegana jako osobny gatunek muzyczny a bardziej jako pewien trend artystyczny. W Anglii powstał Underground – powstał to za mało powiedziane – wręcz eksplodował i bynajmniej mało miał wspólnego z czymś faktycznie podziemnnym. Działał jak najbardziej namacalnie i widocznie. Błędem było by pominięcie udziału w tym ruchu takiego nazwiska jak Syd Barret, który stał wtenczas na czele Pink Floyd oraz klubu UFO a także Andy Warhola, który był częstym gościem światka artystycznego także na wyspach. W USA rok 1967 też przyniósł zmiany. San Francisco stało się mekką ruchu hippisowskiego „Make Love not War” można było dostrzec wszędzie. Nazwano to „Latem miłości”. Wszyscy byli piękni, wszyscy się kochali...sławetne "kwiatki do lufy”, „Dzieci kwiaty” „festiwale wolności” Do głosu dochodziły nowe zespoly. Grupa The Doors pokazała się światu, w Anglii debiutował Hendrix wabiąc na swoje spektakle całą śmietanę artystyczną i rockową świata. Muzyka się zmieniała. Zmieniały się też obyczaje. Narkotyki stały się powszechne jak nigdy wcześniej. Każdy próbował, każdy chciał odbyć tą podróż, ten odlot. Fakt, że w Stanach każdy młodzian miał jeszcze alternatywę odbycia odlotu do Wietnamu pogłębiało tylko pragnienie nadania życiu nowego sensu. Do tego eksplozja obyczajowa - rewolucja seksualna, którą spowodowało pojawienie się tabletek antykoncepcyjnych co przy braku AIDS było po prostu "hulaj mysia naturo - kota nie ma". Telewizja nagle dostała kolorów i świat przestał być czarno-biały. Stare przestawało się liczyć. Tak trochę symbolicznie to wygląda, ale właśnie w 1967r umarł Woody Guthrie czołowy bard pierwszych beatników, Bob Dylan schodzi ze sceny po wypadku – gdzieś wyczytałem określenie, które mi się spodobało....”gdy wrócił na scenę zastał wszystko inne – już nigdy jego głos nie miał odzyskać dawnej rangi” Beatlesi byli we wszystkich centrach tych wydarzeń. Chłoneli je, żyli nowymi ideałami. Tak jak większość artystów szukali tej Lepszej Strony Duszy (spodobało mi się to okreslenia wyczytane gdzieś w książce)......

Tyle tytułem określenia klimatów, które wytworzyły się wokół, a które miały bezpośredni wpływ na twórczość Beatlesów, a nie było dziełem ich samych. Wracam teraz już do samej płyty. W 1967r Beatlesi pozbawieni tras koncertowych (po rezygnacji ich samych z takiej działalności), po rezygnacji z obowiązków pokazywania się w TV i radiu (do czego obligował ich Epstain) mieli sporo czasu i na dodatek stali się właścicielami studia przy Abbey Road. Mieli więc trzy niezbędne rzeczy by światu dać „nowe”. Mieli czas, pieniądze i olbrzymi potencjał twórczy. Na pomysł nazwy albumu wpadł Paul. Pomyślał sobie mianowicie, jak by nazwał grupę, gdyby miał ją założyć na nowo. Tak powstał zespół Orkiestra klubu samotnych serc sierżanta Pieprza, czyli Sgt Peppers Lonely Hearts Club Band. Do projektu pozostali członkowie podeszli z umiarkowanym entuzjazmem. Jednak zapał Paula powoli udzielił się wszystkim. Zwłaszcza gdy ten sesje nagraniową przemienił w jeden wielki heppening. Całe studio zostało przybrane kwiatami, balonikami. Paul naspraszał mnóstwo gości tak więc atmosfera była bardziej imprezowa, niż taka jaką się zazwyczaj wytwarza podczas nagrywania czegoś, co ma być bardziej sztuką niż muzyką. Album Sgt Peppers...po nagraniu został okrzyknięty pierwszym concept albumem mimo, że jedynymi rzeczami jakie wiązały ze sobą piosenki była idea i „duch lata miłości” . Sam Lennon powiedział, że wszystkie te piosenki mogłyby równie dobrze znaleźć się na którejkolwiek z innych ich płyt. Samą sesję nagraniową trzeba by jednak cofnąć do 10 grudnia 1966r. Wtedy to zarejestrowano pierwszą piosenkę na nowy album. Była nią dość dziwna kompozycja McCartneya, którą napisał jeszcze w 1961r „When I’m Sisty-four. Piosenka wybitnie nie rock n rollowa. Trącała myszka przy każdym dźwięku. Ogólnie tekst jej odnosił się do wyimaginowanej dziewczyny i zawierał jedno ważne pytanie. „Czy będzie go nadal kochać jak będzie miał 64 lata”, zwraca jej też uwagę na fakt, że i ona się postarzeje. Czas wydawniczy oraz umowy nagliły, więc tak z rozpędu trzeba było wypuścić singla. Beatlesi już prawie od roku nic nie wydali, nie licząc składanki „Stare ale złote”. Wybór padł na dwie piosenki, jedną McCartneya a drugą Lennona. Od pewnego czasu już nastąpił taki podział. Paul przygotował „Penny Lane” a John „Strawberry Fields Forever” – obie ukazały „nową” ścieżkę muzyczna , którą grupa będzie podążać już do końca. Mimo , że obie nie należały do tej sesji (faktycznie sesja do Pieprza rozpoczęła się 19 stycznia 1967r) to jednak były to utworki, które silnie korespondowały z zawartością omawianego albumu. Jak wspomniałem wcześniej w studiu przy Abbey Road przyzdobionym balonikami, serpentynami spotkali się muzycy i goście. Wszyscy wystrojeni w czapeczki, przyklejane nosy. Beatlesi na ten cel przygotowali barwne mundury rzekomej orkiestry samotnych serc sierżanta Pieprza. Na sali zasiedli goście między innymi Jagger z Marianną F. Atmosfera luźna, wesoła. Brak było nawet konkretnego planu co nagrywać. Jedynym który minę miał poważną był Lennon. On jedyny wiedział co chce zrobić w tym dniu. Przed miesiącem zginął w wypadku samochodowym jego przyjaciel Tary Brown a gazety poświeciły tylko jedno zdanie temu tragicznemu zdarzeniu, w zamian zaś rozpisując się o jakimś bogaczu, który też zginął w podobnym wypadku kiedyś tam, oraz o tym, że w pewnym hrabstwie odkryto 4000 dziur w jezdniach i dokładnie je policzono. Chciał pokazać co jest warte życie ludzkie. Powstała kompozycja „A Day in the Life” . W założeniach miała być to piosenka, o monotonnym rytmie ukazując w ten sposób powszedność życia. John miał jednak pewne problemy natury kompozytorsko – aranżacyjnej. Z pomocą przyszedł Macca, który podsunął pomysł połączenia piosenki Johna z jego kompozycją, nad którą pracował.. John podobno protestował twierdząc, ze to się w ogóle nie klei. Na argument jak Paul chce to połączyć otrzymał odpowiedź, że na razie między tymi kompozycjami zagrają 24 takty a potem się coś wymyśli. Ktoś dla żartu nastawił budzik by nie przegapić końca tych taktów, który zresztą został nagrany (z tym budzikiem to pewnie anegdota – ale fajna). Na wypełnienie tej pustki receptę znalazł Paul. Zaproponował by zaprosić orkiestrę symfoniczną i niech sobie w tym czasie improwizują. Wiadomo, dla Beatles wsystko. Przyszli w sile ponad 40 osób. Rozsiedli się i rzępolili każdy sobie. Później to zmieniono i to rzępolenie uporzadkowano w jakies harmonie.Po tych 24 taktach kontrolę nad piosenką przejął McCartney, który śpiewa o jakimś facecie co to wstał z łóżka, wypił herbatę wybiegł z domu wskoczył do autobusu, wdrapał się na górne piętro i zapalił i począł marzyć...i znowu te takty i rzępoląca orkiestra, by po chwili jakby z oddali dobiegł ponownie głos Johna kontynuującego swoja piosenkę. Piosenka kończy się akordem C dur zagranym na trzech fortepianach (przez Poula, Johna i Georgea Martina – producenta) Do tej pory to najdłuższy nagrany akord. Co jeszcze jest ciekawego związanego z tą piosenką. Płytę rozpoczynać miał utwór tytułowy o sierżancie Pieprzu i kończyć, zcalając ją do "kupy”. Utwór „A Day in the Life” został wyrzucony poza tą klamrę, czyniąc ją w jakiś sposób wyróżnioną kompozycją. No i jest to piosenka w której po raz pierwszy uzyto otwarcie słowa "odlecieć" - w domyśle na narkotykach. Równolegle, gdyż nagranie przy użyciu orkiestry sprawiało trochę przerw, zabrano się za piosenkę tytułową...... 


Podobno było to w okolicach lutego podczas przerwy w nagrywaniu "A Day in the Life", chłopaki rozpoczeli nagrywanie piosenki tytułowej. Czteroosobowa sekcja dęta oraz McCartney wraz z kolegami dość szybko uporali się z tą kompozycją. Być może dlatego, że całą piosenkę Paul miał dokładnie obmyśloną, przynajmniej jesli chodzi o aranż i tym samym nie dał chłopakom możliwości zbytnich ingerencji. Nawet solo gitarowe zostało nagrane przez niego. Złośliwcy uwazają nawet, że Paul okazał się na tej płycie lepszym gitarzystą niż basistą. Piosenka "Sgt Peppers..." kończy się oklaskami i zapowiedzią piosenki, której nigdy nie skomponowano, a i artysta Billy Shears to postać fikcyjna. Miał to być taki żarcik - płaski ? No cóż Paul w końcu to Anglik - to i czego się spodziewać. Tą zapowiedzią kończy się utwór tytułowy. To co słyszymy dalej, czyli "With a little help from my friends" Beatlesi skomponowali całe półtora miesiąca później i dopiero w końcowym miksie płyty zostało połaczone to w całość. Efekt całkowicie z początku niezamierzony. Zaś cały miesiąc luty roku 1967 pochłonął Bitli na nagrywaniu pozostałych ścieżek."Good Morning, Good Morning" opowiada o zwykłym dniu codziennym. Ukazuje ten utwór poprzez tekst świat a raczej życie przecietnego człowieka w spsób pesymistyczny. Silnie to koresponduje z refrenem, w którym zawarte jest pozdrowienie i zyczenia dobrego dnia (poranka).Odgłosy zwierząt z gospodarstwa rolnego, które rozpoczynaja piosenkę troche dziwią, zważywszy, że tekst dotyczy życia w mieście. Czyżby kolejny żart McCartneya ? a może to specjalne posunięcie. by wyrazić tęsknote tego miejskiego nieszczęsnika do przestrzeni i ucieczki od miasta. Ta ostatnia interpretacja tych odgłosów nie należy do mnie. Gdzies ją przeczytałem i tak utkwiła mi w pamięci. W tej piosence ponownie Paul wystapił w roli gitarzysty grając bardzo przyzwoicie. Dlaczego Paul ? Czyżby Harrison wolał inne zajęcie ? Chyba tak. Piosenka "With in you, without you" jest tego dobrym przykładem. W nim to pobrzmiewa aż pięc instrumentów hinduskich i to wszystkie za sprawą George'a. Tekst piosenki wybitnie filozoficzny, głównie o samotności, zakłamaniu. Swoja droga to jeden z najlepszych tekstów na tej płycie. Nagranie kończy śmiech Harrisona (ledwie słyszalny). Pewnie sam George pomyślał nad tym co przed chwilą zaśpiewał i doszedł do wniosku, że to aż do bólu nawiedzone i najzwyczajniej parsknął śmiechem. W koncu kto jak kto, ale on miał najwiekszy dystans do całego świata a zwłaszcza nadętego do bólu patosu. Oprócz tych dwóch piosenek nagrano także "She's Leaving home" - piosenka na której tekst składał sie dialog zaśpiewany. Tematem dialogu był ogólnie konflikt pokoleniowy (duże uproszczenie) a pomysł samej formy rozmowy zaczerpniety z wodewilowych przedstawień, które McCartney lubił. Kolejną piosenką w tym czasie zgraną na taśmy był "Being for the benefit of Mr. Kite", utworek jak to wiekszość kompozycji udana, ale po szlifie i dodatkach stała sie jedną z bardziej charakterystycznych dla tej płyty. John chcał by piosenka brzmiała jak dziecięcy bąk puszczony... zastosowano więc katarynkę ale to nie było to. Pocięto więc tą taśmę z nagrana katarynką, rozrzucono, pozbierano, posklejano i odtworzono i .... i efekt był w dalszym ciagu niezadawalający. Puszczono wiec tasmę od tyłu i to było dopiero to. Otrzymano stertę nieskładnych dźwieków , które brzmiały tak jakby pochodziły z gry katarynką."Lovely Rita" takze nie była pozbawiona podobnych zabiegów mikserskich. Warto dodać, że w piosence słychac solo grane na grzebieniu - przez kogo ? - Paula ? - pewnie tak. Początek marca podczas sesji "Sgt Peppera" nalezał do Johna. Nagrana została wtedy jego kompozycja "Lucy in the Sky with Diamodns" Po wydaniu płyty piosenka ta wprawiła w spore zakłopotanie krytyków muzycznych a zwłaszcza cenzorów. "Lusi na niebie z diamentami" az na kilka kilometrów zalatywała odjazdem na haju, a tytuł od razu identyfikował specyfik. Pierwsze litery tytuły tworzyły wszak skrót LSD. Na nic nie zdały się zapewnienia Lennona, że piosenka nic wspólnego nie ma z narkotykami, ze powstała pod wpływem obrazku namalowanego przez kilkuletniego syna , który namalował swoją przedszkolną sympatie na niebie w otoczeniu gwiazd. Że te litery w tym tytule to przypadek i w ogóle cała ta sensacja wokół tego utworu jest niepotrzebna, bo on zupełnie nie myslał o narkotykach pisząc ten utwór. Tak troche trudno sie z tym zgodzic co Lennon opowiadał tłumacząc się. Bo i jak w koncu odczytać "marmoladowe niebo", " celofanowe kwiaty", "ciastka z kwiatów", "dziewczyna o klejdoskopowych oczach" które pojawiaja sie w tekście..a jest tego sporo wiecej. Jak sie domyslacie w 1967r taki tekst stał sie od razu "produktem zakazanym" a więc zero emisji w radiu i TV. Lepszej reklamy nie trzeba było.Od razu stał się hitem, niestety nienotowanym na listach przebojów.

Osobną historię stanowi okładka tego albumu. Pomysłodawcą znowu okazał się Paul. Co zawiera ? Najprościej mówiąc około 64 osób związanych z historia, rozrywka, nauką lub z Beatlesami. Zdjęcia poznajdywano w szpargałach firmy. Wiele osób trzeba było pytac o zgode na umieszczenie ich podobizn na okładce. Po niektóre zgody nawet trzeba było udac sie do Stanów.


Kto się znalazł na okładce - oczywiscie to nie wszyscy:

Beatlesi w wersji mundurowej oraz woskowej z gabinetu figur woskowych
Aktorzy: Mae West, Marlena Dietrich, Marilyn Monroe, Diana Dors, Hayley Mills, Fred Astaire, Tyrone Power ,Marlon Brando, Tony Curtis, Flip i Flap
Pisarzy: Poe , Huxley, Shaw, Wilde, Wells, Burroughs, Crroll ,Stephen Crane
Filozofów : Karol Marks, 
Polityków: Peel,
Poetów: Dylan Thomas,
Naukowców: Einstein, Jung,Lawrence,
Podrózników: David Livingstone
Muzyków: Stockhausen, Dylan, Sutcliffe (niezyjący kolega Johna, członek grupy z czasów Hamburga)

Mało zauważalny jest szczegół ze sweterkiem lalki siedzącej pod palmą. Na swetrze wydziergany jest napis "welcome to the Rolling Stones" - miły ukłon w stronę kolegów - prawda? 


Na wydaniu rosyjskim jak widać ingerowano również w w tłumaczenie na okładce.
Zresztą i względem oryginalnej okładki jest ona wykadrowana.
Ciekawe czy wydanie polskie doczekałoby się takiego zabiegu


Najwięcej ta okładka wywołała spekulacji, gdy rozeszła sie w dwa lata później plotka o rzekomej śmierci Paula. Spekulacje dotyczyły takich spostrzeżeń, które miały potwierdzac śmierć McCartneya. Dotyczyło to różnych symbolik, które by przytoczyc tu musiałbym sięgnąć do źródła.(Może przy okazji przepiszę tą interpretację, bo trudno napisać samemu to lepiej).Dodam, że płyta ukazała sie z załączonymi tekstami piosenek oraz wycinanką dla dzieci - insygnia Sierżanta Pieprza. Tak wydanej płyty jeszcze nigdy nie było. Na dzień przed ukazaniem się została na podstawie tylko zamówień okrzyknięta "złotą"

Płyta ukazała się w sprzedazy 1.06. 1967r  Dla mnie osobiscie zakończenie sesji zwanej "Sierzant Pieprz" zakończyło się ciut później. Wraz z emisją po raz pierwszy programu satelitarnego. Wtenczas na cały świat Beatlesi zaspiewali "All you need is Love". Są rozbierzne zdania na temat czy John specjalnie skomponował tą piosenkę na tą okazję czy miał ją już wcześniej. Paul twierdzi, że miał. Inni z zespołu, że skomponował specjalnie. Nie jest to obecnie istotne. Fakt został jeden - dla milionów osób na całym świeci popłynęły w eter słowa slogan - o potrzebie miłości. Lennon jeszcze nie raz w przyszłości zastosuje zabawę w slogany walcząc w 1969/70r o pokój. Dlaczego według mnie sesja zakonczyła sie dopiero na tej piosence? Bo ideowo została nagrana w tych samych klimatach i aż szkoda, że zamieszczono ją na singlu a nie tym albumie.I jeśli płyta "Sgt Peppers Lonely Hearts Club Band" była najważniejszą płytą roku 1967 to najwazniejszą piosenka było właśnie "All You Need is Love".

Dlaczego ta płyta była taka istotna w rozwoju muzyki rockowej ? Po raz pierwszy całkowicie zerwano ze schematami, po raz pierwszy spróbowano dać wyraz artystyczny poprzez muzykę, po raz pierwszy na taką skalę użyto tak różnych instrumentów, po raz pierwszy zastosowano sztuczki techniczne w takiej skali... płyta otworzyła oczy i dała przepustkę innym - skoro taki autorytet nagrał płyte psychodeliczną to i inni mogą.Jednym słowem do tej pory nie powstała płyta, która by w wiekszym stopniu zmieniła postrzeganie muzyki rockowej.

  
Piosenka "All You Need is Love" została wydana na singlu 7 lipca 1967r  i  zawiera wersję pierwszą. Ta sama piosenka ukazała się na płycie "Yellow Submarine w 1969r i zawiera wersję drugą tego nagrania. Ta sama piosenka ukazała się także w roku 1976 na płycie "Magical Mystery Tour" i zawiera wersję trzecią następnie ukazała się na sławnej The Beatles 67-70 w wersji drugiej, na The Beatles Box z 1980 w wersji pierwszej,  nastepnie na "Real Music" z 1982 w wersji drugiej i na "20 greates hits" z 1982  również w wersji drugiej.

 Przyznam, że wersje do odróznienia dla speców , koneserów - Beatlesi słyneli z tego, że potrafili jak chcieli grać bardzo równo.. niemniej piosenka ta została wydana na płytach w trzech wersjach.

Na koniec tego długaśniego tekstu kilka moich refleksji. Płyta bez dwóch zdań wybitna i będąca dla muzyki rockowej wielkim skokiem jakościowym. W zasadzie pchała ona muzykę rockową w kilka kierunków stylistycznych. Z pewnością sporo psychodelii, choć specjalistami od tego rodzaju muzyki w tamtym okresie byli inni artyści. Spotkałem się ze stwierdzeniem, że płyta ta stworzyła styl pop. Ja poznałem ją gdzieś w okolicach roku 1981 na fali powrotu Beatlemani spowodowanej tragiczną śmiercią Johna. Co ciekawe większość piosenek z tego albumu poznałem nie za sprawą The Beatles a z wykonań pochodzących ze  ścieżki dźwiękowej do filmu o tytule takim samym jak ten album. Piosenki tam zostały zaśpiewane głównie przez braci Gibb czyli Bee Gees i Petera Framptona. Ale śpiewali tam również Alice Cooper, Aerosmith i kilku jeszcze popularnych ludzi tamtego okresu. Dzisiaj do wersji piosenek pochodzących z oficjalnego soundtracka mam stosunek średni ale w tym 1981r było to dla mnie coś kapitalnego. Płyta "Sgt Peppers.." absolutnie nie definiuje dla mie stylu zespołu. Gdybym miał komuś polecić tą jedną jedyną płytę tej grupy chyba nie zdecydowałbym się by stała się ona właśnie tą. Ogranicza ona bowiem spojrzenie całościowe na twórczość Fabsów. Jedyny wspólny mianownik można jedynie znaleźć dla tego albumu w kolejnej odsłonie, o której już pisałem tu na blogu czyli w płycie "Magical Mystery Tour". Sukces tej płyty moim zdaniem wprowadził też rywalizację kompozytorską między Johnem i Paulem na inny szczebel, gdzie rockandrolowe szaleństwa zaczynały przyjmować obraz "wielkiego artyzmu". Muzyka zaczynała być sztuką. Krytycy muzyczni po raz pierwszy zaczynali rozrózniać a dokładniej wyrózniać kto co skomponował, przez co ego Johna i McCarneya było łachtane na przemian. Rywalizacja powoli wychodziła z cienia samej grupy a stawała się tematem publicznym. Według mnie to wtedy po raz pierwszy pojawiły się objawy, które doprowadziły w dwa lat później do rozpadu zespołu. Oczywiście uprościłem bo powodów było znacznie więcej. Album według mnie się niestety zestrzał. Nie zestarzały się tylko kompozycje. Dzisiaj owe smaczki docenić potrafią głównie ludzie lubiący klasykę rocka. Dla młodych są to zwykłe piosenki o ładnych melodiach i tyle. Dla mnie jest to jedna z najważniejszych płyt w życiu, gdyż to ona potrafiła otworzyć mi uszy na bardzo wiele kierunków muzycznych. Do tego pojawiła się w okresie moich początków słuchania muzyki w ogóle tak "na poważnie". Mam ten album w kilku wydaniach. W wersji cd sprzed remasteringu. W wersji cd wydanej przez firmę polską, której zarzucono później piractwo a szło kupić taki album w kiosku za równowartość paczki papierosów. W wersji winylowej wydanej w Rosji (a może nawet jeszcze ZSRR) połączonej wspólną kopertą z płytą Revolver oraz wersję winylową kupioną przypadkowo kilka lat temu a zawierającą wersje alternatywne (oczywiście bootleg).Przede mną z pewnością jeszcze zakup wersji analogowej po remasterze ale wszystko w swoim właściwym czasie.

Wydanie polskie - oficjalne Selles Enterprises
Koszmarek jakich mało - zaczynając od edycji po jakość zapisu
Firma wykorzystała lukę prawną pozwalającą wydawać płyty ponad 25 letnie. W niecały rok później prawo autorskie uległo zmianie wydłuzając okres ochronny. Brak okładki oryginalnej spowodowany tym, że prawo ówczesne zezwalało na publikację nagrań zaś wizerunku nie. Firma Selles i tak okrzyknięta została wkrótce piracką i została zamknięta. Co nie zmienia faktu, że przez rok legalnie w kioskach można było nabyć płyty Beatlesów i inych klasyków sprzed 25 lat.


 Przepraszam za tak długi tekst, ale to był taki mój hołd dla tej płyty.....i tylko z braku czasu nie zrobiłem tego lepiej i dokładniej... Większość pisałem z głowy więc wybacznie jeżeli coś przekręciłem lub po prostu w komentarzach sprostujcie.
Oto dziwoląg - wydanie rosyjskie połączone z płytą Revolver

Front płyty bootlegowej  zamieściłem jako fotkę tytułową, bo póki co oryginał na cd wydany jezcze w latach 80tych jeździ ze mną w służbowym samochodzie. Tu na fotce środkowa rozkładówka z owgo bootlegu

Back cover Bootlegu zawierający alternatywne wersje
Label bootegu wzorowany na Parlophone - tutaj jak widać Porlaphone.
Niby zamiana dwóch literek. 

Jeszcze więcej o tej płycie, magii jej powstania można przeczytać na blogu


Polecam

sobota, 20 września 2014

ELO na żywo i za darmo... jednak można



Piszę dziś troszkę za sprawą wpisu na Blogu Nawiedzonego odnośnie kodowania programów w TV  a troszkę za sprawą znajomego z forum wielkiego fana Electric Light Orchestra, który niedawno podrzucił mi cenną informację. Nie oceniam decyzji naszej telewizji publicznej w sprawie nie wykupienia mistrzostw świata w siatkówce a przynajmniej nie robię tego w sposób bezpośredni. O samym systemie "pay per view" już się gdzieś na blogu i to nawet  u siebie wypowiedziałem (chyba w temacie dotyczącym braku transmisji z meczu kadry piłkarskiej) więc daruję sobie komentowanie tego zjawiska. Rozwijając myśl co do problemu kodowanie - nie kodowanie, to tam gdzie jedni szukają zysku "po trupach" inni pokazują, że można. 14 wrzesnia 2014r w Londynie w Hyde Park miał miejsce koncert na którym wystąpiło kilku wielkich w tym sam Jeff Lynne firmując to wydarzenie marką ELO... Koncert transmitowany był na żywo przez rozgłośnię BBC w całkowicie niekodowanym kanale oraz dodatkowo na cały świat poprzez stream internetowy. Do kogo dotarła informacja ten mógł raczyć się koncertem Electrików na żywo. Do kogo informacja nie dotarła ten może w każdej chwili wejść na stronę You Tube i go sobie obejrzeć, gdyż stacja wrzuciła materiał do tego popularnego portalu. Widać, jednak można... Podobno naszym siatkarzom dobrze idzie na tych mistrzostwach. Gratuluję więc ale nie podnieca mnie to. Nie mogę oglądać to i nie posiadam emocji. Poza piłką nożną mało mnie co innego w sporcie bawi. Pewnie gdybym miał dostęp do transmisji meczów to i wciągnąłbym się a przy braku takiej możliwości tak jakoś  obojętnie przyjmuję wieści o sukcesach.

Obejrzeć Jeffa Lynna na scenie Anno Domini 2014 roku i to za darmo i to w takiej formie wynagradza mi wszelkie braki w naszej telewizji i to w całości... Szczerze ? Mam gdzieś czy siatkarze wygrają kolejny mecz czy dostaną lanie...  Nie uczestniczę w tym jako kibic bo siatkówka nie ma dla mnie wartości rynkowej na tyle dużej bym miał wywalić na nią ekstra dodatkowe pieniądze. Jeżeli nie uczestniczę to i nie interesuje mnie - proste ? Nie wierzę również w to, że aż dwa miliony Polaków wykupiło transmisje... 

Panie i Panowie.. Dlatego korzystając z legalności i braku kosztów zapraszam tych co nie widzieli na koncert marzeń. Jeff Lynne i ELO

W tym miejscu był wstawiony materiał
z You Tube zawierający koncert.
Niestety, jak widać dobroć ma też swoje granice czasowe.

Oprócz Jeffa na koncercie w dalszej części wystąpili : Blondie, Billy Ocean, Chrissie Hynde ( The Pretenders ), Paloma Faith, Gregory Porter, Kacey Musgraves, Bellowhead... póki co udostępniony jest wystep tylko ELO z Jeffem a dokładniej ELO Jeffa.

piątek, 19 września 2014

Covery zespołu The Beatles

Seria trzech płyt zawierające covery zespołu The Beatles.
Składanki te są mojej produkcji i stworzyłem je na własne potrzeby.

W poprzednim wpisie przedstawiłem dwie podwójne płyty zawierające covery zespołu The Beatles. Ponarzekałem w nim na niekompletność w doborze utworów na tamtym wydawnictwie. Tak to już jest, że płyty składankowe nigdy tak do końca nie zadowolą nikogo. Z uwagi na ogrom przeróbek piosenek autorstwa Lennona i McCartneya ( no i Georga oczywiście też) jakie krążą po rynku muzycznym niemożliwe jest by dało się je zebrać wszystkie i wydać pod jednym "szyldem". W swoi życiu słyszałem setki nagrań typu "odgrzewanie dobrze znanej potrawy". Jedne były lepsze, inne gorsze. Na własne potrzeby zmontowałem sobie i wypaliłem na płytach krótką serię trzech płyt z najlepszymi według mnie dokonaniami "zawłaszczenia muzycznego" od wielkiej czwórki z Liverpool. Jedne to uznane już w świecie wersje, inne przeszły bez echa, niektóre są ozdobą tylko koncertów ale są też i takie jak na przykład wersja "While My Guitar Gently Weeps" zagrana i zaśpiewana przez dwie siostry, chyba z Australii - Monę i Lisę. Swoją drogą trafiłem to kiedyś przypadkiem i urzekła mnie ta amatorska wersja. Piosenki jakie znalazły się u mnie na tych trzech płytach tylko w znikomym stopniu pochodzą z płyt które posiadam. Niestety czasami robię wyjątek i nie wszystko kręci się u mnie z nośników oryginalnych. W tym przypadku żadna firma nie wypuściłaby przecież na rynek takiego składaka jakiego sobie wymarzyłem i sam zgrałem. Po drugie część tych rzeczy w Polsce jest nieosiągalne. A po trzecie nigdy bym się nie zdecydował do zakupu wiekszości płyt z których pochodzą te pojedyńcze i odpowiadające mi piosenki bo często one jedne tylko z całych wydawnictw leżą mi gdzieś w sercu. Stąd też pomysł by samemu i tylko dla siebie coś takiego zrobić. Okładki powstały częściowo z półproduktów graficznych znalezionych w necie i przy odrobinie korekcji zaadaptowałem je do własnych domowych potrzeb.

Poniżej przedstawiam zestawienie z tych "moich" płyt, Pod tytułami kryją się linki głównie do serwisu You Tube zawierające dany materiał muzyczny. Tego wpisu nie czynię w charakterze recenzji ani też rozpowszechniania mp3. Po prostu niech to będzie jakiś drogowskaz w kierunku poszukiwań ciekawostek muzycznych.

Nie potrafiłbym wziać do ręki płyty, nawet takiej samoróbki bez okładki.
Stąd cokolwiek mam nawet tylko na potrzeby domowe, musi mieć okładkę.
Poza tym jestem normalny ;-)


The Best of The Beatles Covers vol. 1

01 - Aerosmith - Come Together
02 - Heather Nova - We Can Work It Out
03 - Toto - While my Guitar Gently Weeps
04 - Scorpions - Across The Universe
05 - Siouxsie and the Banshees - Dear Prudence
06 - Bono and Secret Machines - I Am the Walrus
07 - Candy Flip - Strawberry Fields Forever
08 - Jim Sturgess - Something
09 - Taylor Momsen - All You Need Is Love
10 - Tiffany - I Saw Him Standing There
11 - Bananarama - Help
12 - Chris de Burgh - the Long and winding road
13 - Sheryl Crow - Here comes the sun
14 - Ferry Aid - Let It Be
15 - John Holt - I will
16 - Dwight Twilley - The Continuing Story Of Bungallow Bill
17 - Helloween - Something
18 - Ozzy Osbourne - In My Life
19 - Peter Frampton - While my guitar gently weeps
20 - Mcfly - Help

 The Best of The Beatles Covers vol. 2

01 - Styx - I am the walrus
02 - Wet Wet Wet - With A Little Help From My Friends
03 - Santana - While my guitar gently weeps
04 - Eddie Vedde - You've Got To Hide Your Love Away
05 - Dwight Twilley - In My Life
06 - Jeff Beck - A day in the life
07 - Roxete - Help
08 - MonaLisa - While My Guitar Gently Weeps
09 - Lana Lane - Across The Universe
10 - Liz Mitchel - Let It Be
11 - Dwight Twilley - You're Gonna Lose That Girl
12 - Rod Stewart - In My Life
13 - David Bowie - Penny Lane
14 - Peter Grant - I Saw Her Standing There
15 - Jeff Haley Band - While My Guitar Gently Weeps
16 - Dwight Twilley - It's Only Love
17 - Thompson Twins - Revolution
18 - Alice Cooper - Because
19 - Oasis - I Am the Walrus

  The Best of The Beatles Covers vol. 3

01 - Shenandoah - Can't Buy Me Love
02 - Robert Palmer - Not A Second Time
03 - Ryan Paris - Don't Let Me Down
04 - Smash Mouth - Getting better
05 - Jim Reid - And Your Bird Can Sing
06 - Kris Kristofferson - Paperback Writer
07 - Michael Carpenter - I'll Get You
08 - Mamas & Papas - I Call Your Name
09 - Cilla Black - Yesterday
10 - Fancy - I Should Have Known Better
11 - Katie Melua - Lucy in the sky with diamonds
12 - Maroon 5 - If I Fall
13 - Huey Lewis - Oh Darling
14 - Eytan Mirsky - Dont Bother Me
15 - Żuki rock n roll Band - You Really Got A Hold On Me
16 - Richard Marx - And I love her
17 - Dani - Old Brown Shoe
18 - Little Texas - Help
19 - Todd Rundgren - Strawberry Fields Forever
20 - Joe Cocker - With a litle help from my friends

Zapewne spokojnie bym mógł tą serię rozwinąć do kilku płyt więcej ale powstała ona z selekcji własnej, subiektywnej i chciałem by zawierała dokładnie to co zawiera. Stąd brak na niej wielu wykonań .Pewnie też istnieją jeszcze w świecie takie wersje (a które pominąłem), że aż ciary by szły gdybym je znał ale Alfą i Omegą człowiek nie jest i  nie wszystko słyszał lub też  nie wszystko pamiętał przy  tworzeniu tej składanki.

Jeżeli ktoś by dorzucił jakiś tytuł to zapraszam do podania propozycji w komentarzach. Może przy odpowiedniej liczbie pokuszę się o część czwartą.


sobota, 13 września 2014

V.A. - Lennon & McCartney Songbook (1996)




Wczoraj zamieściłem informacje o płycie, która ma się ukazać niebawem a poświęcona jest ona twórczości Paula McCartneya. Wielki szum, wielka pompa, welkie oczekiwania. Nie chciałbym tutaj grymasić. Absolutnie. Czekam na to wydawnictwo z wielką ciekawością bo po pierwsze w ogóle lubię covery a po drugie do tych pochodzących od wielkiej czwórki uwielbienie mam szczególne. Nie będzie jednak dla mnie to aż znowu taka nowość. Nie pierwsza to próba wydania czegoś takiego i zapewne nie ostatnia. Gdyby tak się pokusić i zebrać najlepsze covery Beatlesów to spokojnie można by bylo zapełnić z dziesięć płyt i to na równie wysokim o ile nie wyższym pozioie niż to co nam się przedstawi. Wiem, wiem... To wydawnictwo poświęcone jest tylko McCartneyowi i zawierać będzie tylko McCartneyowską muzykę. Mimo wszystko sięganie do kompozycji Paula nie jest znów aż takim działaniem niespotykanym. Już dwadzieścia kilka lat temu Guns and roses wzięło na warsztat (w zasadzie do studia) piosenkę McCartneya "Live And Let Die" a "Let it Be" zaśpiewało niewiele wcześniej połowa "listy przebojów" z lat 80tych kryjąc się pod nazwą Ferry Aid" 

W moim domu na regale z płytami znajduje się ciekawe wydawnictwo płytowe, które ukazało się w 1996r .( lub 1990 ? ale o tym na końcu) Posiadane przeze mnie płyty to seria dwóch podwójnych compact disców o wspólnym tytule "Lennon & McCartney Soongbook". Płyty zawierają sporo utworów autorstwa spółki Fabsów bo jest ich aż 60. Nie wiem czym się kierowali producenci tej obszernej składanki, gdyż sporo wyśmienitych i bardzo znanych i dodam uznanych przeróbek piosenek autorstwa Bitli zabrakło na niej. To co jest na niej jednak i tak sprawia sporo radości. Wpierw może napiszę co razi mnie z powodu braku na tej płycie. Nie ma Cockera w piosence wiadomej (o pomocy niewielkiej przyjaciół) i niema również "Come Together" w wykananiu Aerosmith. To dwa rażące braki. Należy też uwzględnić, że sporo coverów udanych Beatlesów powstało już po roku 1990 więc siłą rzeczy nie miały prawa się tu znależć. Uwagę zwróćmy w takim razie na to, co my tu możemy posłuchać fajnego. Nie będę recenzować płyty wybiórczo bo musiałbym opisywać każdą piosenkę po kolei. Aranżowane są one w różnych stylach muzycznych i w zasadzie wybór tych najlepszych jest kwestią preferencji odbiorcy. Całość stanowi w pewnym sensie zbiór pokazujący jak wielu i jak różnych artystów próbowało się zmierzyć z legendarnymi piosenkami. Niektóre z nich w tych nowych wersjach osiągnęły nawet wysokie pozycje na listach przebojów przeżywając swoją drugą młodość.  


Oprócz coverow na płytach znajduje się kilka piosenek autorstwa Lennona i McCartneya, których sami nigdy nie nagrali, a które sprezentowali zaprzyjaźnionym artystom. Znajdziemy więc tutaj na przykład Cillę Black - "Step Inside Love" oraz Billy J.Kramera - "From a Window" i " Bad to me". Calości składanki słucha się trochę dziwnie bo rozrzut jak wspomniałem stylistyczny jest dość spory. Jeżeli jednak zaakceptujemy powiedzmy styl Roberta Palmera by za chwilę nie przeszkadzało nam posłuchać stylu Echo & the Bunnyman a wcześniej rozkoszować się "odlotami" Vanilla Fudge to wszystko OK. Sumiennie przyznać muszę, że pomimo pewnych braków w "track liście" całość utrzymana jest na wysokim poziomie i większość coverów zasługuje by ze sobą sąsiadować. Każdy z nas mniej więcej wie jaki styl reprezentuje jaki artysta i wersje coverów są idelanie dopasowane do tego z czego wykonacy ci słyną. Dlatego pominę opisywania poszczególnych wykonań bo wystarczy wziąć te piosenki, doskonale znane i wtopić je w styl artysty, który je wykonuje i mamy dokładnie to co musiałbym wylewać w słowach chcąc tu o każdej coś napisać. Niech więc za recenzję tej płyty posłuży track lista.



Lennon & McCartney Songbook vol 1

cd 1

01. Beach Boys - I You've Got to Hide Your Love Away
02. Natalie Cole - Lucyin the Sky with Diamonds
03. Billy J. Kramer - From a Window
04. Esther Phillips - And I Love Her
05. Crickets - I Want to Hold your Hand
06. Sergio Mendez - Fool On The Hill
07. Richie Havens - Eleanor Rigby
08. Ike & Tina Turner - Come Together
09. Cliff Bennet - GotTo Get You Into My Life
10. Todd Rundgren - Rain
11. Spooky Tooth - I Am The Walrus
12. Jeff Back - She's A W oman
13. Cheap Trick - Magical ystery Tour
14. Nick Heywood - All My Loving
15. Billy Ocean - Long and Winding Road


cd 2

01. Fats Domino - Lady Madonna
02. Bobby McFerrin - From Me To You
03. Aretha Franklin - Let It Be
04. Chaka Khan - We Can Work It Out
05. Otis Redding - A Hard Days Night
06. Fourmost - Hello Little Girl
07. Cilla Black - Step Inside Love
08. Marmalade - Ob la Di Ob la Da
09. Sandie Shaw - Love Me Do
10. Flaming Groovies - Misery
11. Rosanne Cash - I Dont Want To Spoil the Party
12. Vanilla Fudge - Ticket To Ride
13. Robert Paler - Not A Secound Time
14. Echo & Te Bunnyman - All You Need is Love
15. Al Green - Get Back


Lennon & McCartney Songbook vol 2

cd 3

01. Fairground Attraction - Do you Want To Know A Secret
02. Nilsson - She's Leaving Home
03. Ella Fitzgerald - Can't Buy Me Love
04. Marvin Gaye - Yesterday
05. Billy Preston - Blackbird
06. Jose Feliciano - Here There and Everywhere
07. Emmylou Harris - For no one
08. Chet Atkins - If i Fell
09. Peter & Gordon - A World Without Love
10. Tremelos - Good Day Sunshine
11. Marianne Faithfull - I'm A Loser
12. Overlanders - Michelle
13. Judy Collins - In My Life
14. Mamas & Papas - I Call Your Name
15. Beach Boys - With A Little Help From My Friends

cd 4

01. Wilson Pickett - Hey jude
02. Cliff Bennet - Back in The USRR
03. Siouxsie & The Banshees - Dear Prudance
04. Three Dog Night - It's For You
05. Flaming Groovies - There's A Place
06. Tiffany - I Saw Him Standing There
07. Todd Rundgren - Strawberry Fieds Forever
08. Anne Murray - I'm Happy Just To Dance
09. Billy J. Kramer - Bad ToMe
10. Glyn Johns - I'll Folow The Sun
11. Waylon Jennings - Norwegian Wood
12. Kenny Ball - When I'm 64
13. Dillards - I've Just Seen A Face
14. Otis Redding - Day Tripper
15. Tina Turner - Help

Płyty, które mam w posiadaniu datowane są rokiem wydania 1996. Według źródeł płyty pierwotnie ukazały się w 1990r w zupełnie innej szacie graficznej. Wydania z 1990r  posiadają też mniejszą ilość piosenek. Nie robiłem dochodzenia w tej sprawie a jedynie zauważyłem w internecie pewne rozbieżności. Piszę to dlatego by wyjaśnić dlaczego przy tytule wstawiłem jako rok wydania 1996r. Płyty które posiadam ukazały się w Holandii i wydano je na labelu Sound Direct.


Parę lat temu na własne potrzeby sfabrykowałem sobie trzy płyty tzn. nagrałem sobie trzy składanki z coverami Beatlesów . Zaprojektowałem do nich okładki, wydrukowałem je  i teraz  mam na swój użytek "płytę marzeń". Wyselekcjonowałem na nie z ogronej liczby coverów Bitli wersje  według mnie najlepsze. W kolejnym wpisie ( niebawem) pochwalę się tą listą. 

piątek, 12 września 2014

Już niedługo - Płyta wydana w hołdzie dla McCartneya

ZAPOWIEDŻ - 18 LISTOPADA 2014r ukaże się


                      "The Art Of McCartney"


17 Listopada 2014r ukaże się płyta, która ma być hołdem dla Paula McCartneya. Jej tytuł już znamy "The Art Of McCartney". Wydana zostanie w kilku opcjach. Zamieszaczam niepełne info ze strony mystic.pl  (Warto poczytać to co kryje link bo jest tam więcej informacji niż u mnie na blogu). Nie będę tej informacji szeroko komentował w tym wpisie. Poczekam i kto wie. Może niebawem jak trafi do mnie na półkę pokuszę się o dłuższą wypowiedź. Póki co wydawnictwo jawi się dla mnie bardzo ciekawie. Wystarczy rzucić okiem na spis wykonawców i utworów a także posłuchać próbek....



The Art Of McCartney to projekt wymyślony przez producenta, fanatyka The Beatles i McCartney'a, Ralpha Salla, który zadbał o to przedsięwzięcie od pierwszego pomysłu, aż do finalnej realizacji. Sall spotkał się z Paulem McCartneyem w 2003 roku kiedy pracowali nad piosenką oryginalnie nagraną w 1971 roku. Ralph zapytał Paula i jego firmę publishingową czy nie mieliby nic przeciwko jego pomysłowi stworzenia płyty, która oddawałaby hołd Paulowi. Ralph dostał błogosławieństwo Paula i zielone światło dla projektu. Od tego czasu jego głównym celem było zwerbowanie gitarzystów, którzy współpracowali z McCartney’em, Rusty Andersona i Briana Ray'a, klawiszowca Paula "Wix" Wickensa oraz perkusisty Abe Laboriela, Jr. Następnie Ralph zaczął zapraszać najlepszych światowych wykonawców, którzy mieli zostawić swój ślad na nagraniach. Wszyscy mówili o tym jak ważne są kompozycje i muzyka Paula McCartney'a i chcieli wziąć udział w projekcie.

 Kluczowym atutem The Art Of McCartney jest sposób w jaki światowej klasy artyści poradzili sobie z muzyką Paula. Od czasu przełomowych nagrań z The Beatles, przez kluczowe momenty z Wings i solowe kompozycje, wszystko znajduje się na tym albumie .  

oficjalny Trailer tego wydawnictwa


Zapowiada się arcyciekawie

Track lista

CD1:

Maybe I'm Amazed - Billy Joel
Things We Said Today - Bob Dylan
Band on the Run - Heart
Junior's Farm - Steve Miller
The Long and Winding Road - Yusuf/Cat Stevens
My Love - Harry Connick, Jr.
Wanderlust - Brian Wilson
Bluebird - Corinne Bailey Rae
Yesterday - Willie Nelson
Junk - Jeff Lynne
When I'm 64 - Barry Gibb
Every Night - Jamie Cullum
Venus and Mars/Rock Show - KISS
Let Me Roll It - Paul Rodgers
Helter Skelter - Roger Daltrey
Helen Wheels - Def Leppard
Hello Goodbye - The Cure Featuring James McCartney

CD2:

Live And Let Die - Billy Joel
Let It Be - Chrissie Hynde
Jet - Robin Zander & Rick Nielsen of Cheap Trick
Hi Hi Hi - Joe Elliot
Letting Go - Heart
Hey Jude - Steve Miller
Listen to What the Man Said - Owl City
Got to Get You Into My Life - Perry Farrell
Drive My Car - Dion
Lady Madonna - Allen Toussaint
Let Em In - Dr. John
So Bad - Smokey Robinson
No More Lonely Nights - The Airborne Toxic Event
Eleanor Rigby - Alice Cooper
Come and Get It - Toots Hibbert with Sly & Robbie
On the Way - B.B. King
Birthday - Sammy Hagar

DVD: The Making of "The Art of McCartney"

 Do limitowanej edycji dodano

1. C Moon - Robert Smith
2. Can’t Buy Me Love - Booker T. Jones
3. P.S. I Love You - Ronnie Spector
4. All My Loving - Darlene Love
5. For No One - Ian McCulloch
6. Put It There - Peter, Bjorn & John
7. Run Devil Run - Wanda Jackson
8. Smile Away - Alice Cooper

Próbka tego co nas czeka

Dodatkowe inforacje pod adresem http://theartofmccartney.com./