środa, 4 lipca 2012

Def Leppard - Hysteria (1987) - recenzja


New Wave of British Heavy Metal to ponoć rodowód tej grupy i nie będę się spierał. Pierwsze trzy płyty tej grupy a zwłaszcza "Pyromania" to dzisiaj już pomniki tamtego owocnego nurtu.Pamiętam doskonale moment gdy pierwszy raz pojawiła się ona na rynku. O dziwo nawet w naszym kraju grane to było już w roku wydania co nie zawsze było normą.Tylko z uwagi na to, że grupa znana była już dość dobrze w światku rocka i to nawet w Polsce nikt słysząc płytę pierwszy raz nie pomylił ich z Amerykanami.Dzisiaj z perspektywy czasu śmiało mogę twierdzić, że to najlepszy album jaki ta grupa nagrała.Mieli sporo czasu na przygotowanie repertuaru bo jak wiadomo przytrafiła im się przymusowa pauza trzech lat od wydania "Pyromani" spowodowana między innymi "problemami zdrowotnymi perkusisty", który utracił narzędzie pracy w postaci swojej jednej ręki.Jak się okazało to przykre zdarzenie dodało dodatkowego smaczku grupie, bo jako pionierzy występowali i nagrywali płytę z niepełnosprawnym pałkarzem, który w zmyślny sposób dostosował swoją perkusję dla własnych potrzeb.Słuchacz niewiedzący o tym fakcie na płycie nie dosłyszy różnicy w grze Ricka Alena porównując go z okresu sprzed kalectwa.Gdzieś doczytałem, ze podobno perkusję dogrywano ponownie niwelując niedostatki,  ale czy to prawda nie wiem. Ja wierzę, że Andy po prostu sprostał. Nigdy nie należałem do zdeklarowanych fanów tej grupy. Mam obiekcje prawie do każdej płyty. W każdej znajduję momenty dobre i ciekawe ale także sporo przeciętniactwa. Wyjątek stanowi tylko ten album. Być może powodem tego jest bardzo duże zróżnicowanie kompozycji ich rytmu a całość pomimo tej różnorodności jakoś potrafi stanowić całość.Co mnie urzekło w tym albumie. Przede wszystkim wielka dbałość o melodie. Tak melodie to broń największa tej produkcji. Kolejne spostrzeżenie to brzmienie.Zdecydowanie bardziej hard rockowe niż metalowe.Całość jednak w odbiorze nie brzmi ani typowo metalowo ani tak do końca hard rockowo.Gitary są wyraźne ale stanowią bardziej tło dla perkusji i melodii.Zlewają się ze sobą tworząc ścianę dźwięku. Melodyjną i bardzo ważną ale jednak trudno słuchając tej płyty określić ją jako zdominowaną przez gitary a przecież taki powinien być metal czy hard rock.Trudno też po wysłuchaniu całości od razu wyłuskać jakąś genialną solówkę.Owszem gitary nie stronią tu od wstawek solowych ale takich rasowych popisów tu nie usłyszymy. Wszystko bowiem podporządkowane jest całości. Aranżacje utworów przypominają układankę puzzli gdzie nie ma mowy o dominacji któregoś. Całość ma tworzyć piękny obrazek.Jednym słowem instrumenty tu wyważono by stanowiły całość.Jeżeli coś się wybija ponad to to tylko perkusja. Gitary tu robią po prostu swoje i nic poza tym. Największą cechą tych kompozycji są harmonie wokalne, które w połączeniu z melodią sprawiają, że ta płyta to jeden wielki przebój. Większość tych najlepszych piosenek śmiało zakwalifikować powinno się do muzyki pop. Myślę, że część z nich spokojnie grana mogła być swego czasu w blokach programowych z muzyką pop rockową.Nie jest to oczywiście wadą tych piosenek.Zresztą tamten okres to był prawie kulminacyjny dla popularności takiej muzyki.Muzyki  podawanej w taki trochę przylukrowany sposób.Podobnie słodko zdążyły już wcześniej zagrać wielkie gwiazdy hard rocka jak Rainbow czy Van Halen. 


Na "Hysterii" znajdziemy dwanaście kompozycji zagranych na równym bardzo wysokim poziomie a każda z nich posiada wspólną cechę - doskonałą melodię.Największymi przebojami z niej stały się za sprawą odpowiedniego lansowania choć i bez tego zasługiwałyby na to "Animal", "Love Bittes" oraz tytułowa "Hysteria". Spokojnie dołączyć do tej trójki mogła by kompozycja "Gods of War". Cała reszta również nosi w pewnym sensie cechy przebojowości ale przy wymienionej trójce potrafi sprawić wrażenie przynajmniej przy pierwszym odbiorze dość przeciętnych.Czyżbym przed chwilą walnął jakąś głupotkę ? Ktoś zapewne od razu może mi zarzuci, że "Rocket" i "Woman" to wielkie przeboje a ja je tak pomijam. Otóż nie. Nie ujmuję im ani trochę jednak to dwie kompozycje typu "smaczek nie dla każdego". Zyskują dopiero po pewnym czasie gdy się do nich przyzwyczaimy. Ich rytm jak na hard rocka jest trochę połamany,aranż przesłodzony a i melodia nie tak oczywista.Jednak to właśnie te dwie piosenki otwierające album ukazują nowy obraz Def Leppard po trzyletniej przerwie i są doskonałym przygotowaniem nas na dwie największe gwiazdy z tego albumu czyli "Animal" oraz "Love Bittes".Ciekawie brzmi także "Armageddon it", dość mocno inspirowany chyba Bolanem z T-Rex. Przebojowość i łatwość odbioru tej muzyki sprawiło, że grupa pozyskała nowych słuchaczy absolutnie nie związanych z metalem. Do tego idealnie muzycznie wtopili się w to co było wtedy modne.Pewien element ciekawości jednorękiego perkusisty również podziałał. Zresztą samo wydanie płyty było przygotowywane starannie i przez kilka miesięcy poprzedzające come back zasypywano informacjami prasę o postępach nauki gry Andego na nowym zestawie dla jednorękiego.Świat znał grupę z dobrej strony wiec i chłopacy posiadali spory kredyt zaufania.Po ukazaniu się albumu wpierw pojawiła się fala krytyki co do nowego popowego stylu grupy ale w krótkim czasie notowania listy przebojów i zwolennicy muzyki pop rockowej zagłuszyli ortodoksów.



Dzisiaj po latach album "Hysteria" Def Leppard wymienia sę w jednym zdaniu obok "New Jersey" Bon Joviego, "1987" Whitesnake. Kolejne płyty Def Leppard pomimo zbliżonej przebojowości nigdy już nie powtórzyły sukcesu."Hysteria" jest na pewno jednym z najciekawszych płyt powstałych w ósmej dekadzie i pewnym stopniu definiuje ona pewien modny okres melodyjnego soft metal rocka. Głównie rodem z USA ale jak widać niekoniecznie tam nagrywanym. Przyrównywanie tej płyty do Europe z czym się spotkałem jest nieporozumieniem bo to dwa bardzo odmienne albumy choć oba zawierają dobre melodie i są przebojowe.

track lista

Side A

01. Women (lansowany jako pierwszy w USA z tej płyty - obecny na listach przebojów)
02. Rocket (Ostatni lansowany z tej płyty singiel - obecny na listach przebojów)
03. Animal (lansowany jako drugi singiel - obecny na listach przebojów)
04. Love Bites (numer jeden wielu list przebojów)
05. Pour Some Sugar on Me (również lansowany z dobrym skutkiem)
06. Armageddon It (także bywalec list przebojów)

side B

07. Gods of War ( kapitalny choć mniej doceniany)
08. Don't Shoot Shotgun (skoro Rocet jest świetny to i ten numer musi taki być)
09. Run Riot ( mogło by dla mnie go nie być)
10. Hysteria (mój ulubiony utwór z tej płyty - także singiel, także listy przebojów)
11. Excitable (taki trochę w stylu grupy Kiss)
12. Love and Affection (kolejny mniej doceniany a bardzo piękny utwór)

Pisząc mniej doceniany na myśli mam listy przebojów. Fani tej płyty kochają te piosenki na równi z tymi największymi hitami.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Leif Garrett - Leif Garrett (1977) - recenzja


Kim jest u diabła a w zasadzie kim był Leif Garrett ? Postać w Polsce do bólu nie znana i to nawet w okresie wielkiej popularności tego wokalisty w Europie.By scharakteryzować sylwetkę tego artysty wystarczy napisać, że jego podobizna wisiała nad łóżkiem co drugiej brytyjskiej i niemieckiej nastolatki w latach 1977 - 78. Był to typowy idol nastolatek. Ładniutki chłopiec, niespełna szesnastoletni, pełen wigoru i obdarzony całkiem dobrym wokalem.Niby nic szczególnego bo historia muzyki zna wiele takich postaci i zapewne jego pięć minut sławy nie różni się w znacznym stopniu od innych mu podobnych gwiazd.Dla mnie jednak on to fragment wspomnień z dzieciństwa.Pierwszy raz i zresztą jedyny zobaczyłem go w polskiej telewizji w dniu dziecka. Stacja wyemitowała program w którym dzieci z różnych części Europy śpiewały po jednej piosence.Byli i Włosi reprezentowane przez dziecięcy chór Piccolo Coro dell' Antoniano. Byli Hiszpanie i zaśpiewano po hiszpańsku wersję piosenki o Pszczółce Maji. Byli też Anglicy i to właśnie oni wystawili swoje cudowne dziecko Leifa Garretta.Owszem on raczej był już młodzieńcem a nie "kajtkiem" i trochę odbiegał od konwencji typowo dziecięcej ale był i to dzięki temu programowi obejrzałem popisy młodego Garretta śmigającego na skateboardzie i śpiewającego Johnny B. Good. Dlaczego on okazał się ważną postacią w moim świecie muzycznym ? Po raz pierwszy pokochałem muzykę rock n rollową a standard Johnny B. Good stał się dla mnie idealnym utworem tego nurtu. Zwłaszcza jego wersja mnie urzekła. Owszem później trafiłem na dzieła Chucka Berrego, Cohrana, Vincenta, Haleya, Hollego ale to właśnie Leif Garrett dał mi impuls dzięki któremu klasyka rock n rolla stała się mi wyjątkowo bliska i trwa to do dzisiaj.Johnny B. Good coverowany był przez tysiące wykonawców. Nagrano setki wykonań. Sam słyszałem ich chyba kilkadziesiąt. Jednak wersja Garretta moim zdaniem jest najlepsza.Dla porównania dodam,że wersja z fimu "Powrót do przyszłości" zaśpiewana przez Marty McFly (czyli Michaela j. Foxa) plansuje się u mnie na drugim miejscu. Na trzecim dopiero znajduje się wersja oryginalna zagrana przez Berrego.

Jaka jest ta płyta, którą tu próbuję wam omówić ? Zawiera ona praktycznie tylko standardy z okresu ery rock n rolla, poszerzona o kilka niewiele późniejszych przebojów. Płytę otwiera "The Wanderer", standard rozpropagowany w latach 60tych przez Diona w latach 70tych śpiewany "przez wszystkich". Między innymi przez Gary Glittera, Status Quo. Wersja Garretta wiernie trzyma się oryginału pod względem aranżacyjnym i jest świetną alternatywą dla wersji Diona. Kolejna piosenka to "California Girls" grupy The Beach Boys. Tutaj Leif śpiewa jeszcze swoim głosem sprzed mutacji i czuć, zę to była zapewne jego pierwsza przygoda ze studiem. Zresztą to jego pierwszy hit.Dalej mamy wyciskacz wzruszeń w postaci piosenki Paula Anki "Put your head on my Shoulder". Piękne wykonanie, zblizone maksymalnie do oryginału z tym, że lepiej wyprodukowane.Zresztą nie ma co się dziwić. Przecież poziom techniczny między rokiem 1977 a początkiem lat 60tych to przepaść.Stronę A kończy wspomniany wcześniej Johnny B. Good, który dla mnie jest petardą rock n rollową z okresu klasycznego podejścia do tego gatunku muzyki.

Niestety wersja z tego programu o którym napisałem jest poza zasięgiem You tube

Stronę B otwiera ponownie jak i A piosenka lansowana wcześniej przez Diona "Runaroun Sue" i spokojnie mógłbym napisać o tym wykonaniu to samo co wcześniej - miód dla tych co lubują się w początkach lat 60tych, zwłaszcza sceny amerykańskiej.Drugą piosenką jest akurat ciut mniej mnie przekonujący cover Nat king Cola "That's All" ale pod względem wykonania trudno coś zarzucić Leifowi. Na szczęście zaraz po nim mamy perełkę. Świetne wykonanie piosenki autorstwa Lennona i McCartneya "Bad to me", której to de facto oni sami nie nagrali na swojej płycie a zasiliła tylko ich katalog z kompozycjami. Wcześniej przed Garrettem to wylansowali Billy J. Kramer, którzy dostali od Beatlesów tą kompozycję w prezencie. Wersja Garretta ciut spokojniejsza od oryginału ale dla mnie jest wersją najładniejszą jaką słyszałem.Przedostatnia piosenka to "Special Kind Of Girl" której nie potrafię przykleić póki co do wcześniejszego jakiegoś wykonania ale nie martwi mnie to zbyt bardzo bo piosenka jest tu dla mnie takim trochę wypełniaczem. Spokojna do bólu.Typowa kompozycja adresowana do małoletnich panienek, chcących roztkliwiać się nad jego fotografiami wiszącymi jak już wspomniałem nad łóżeczkami owych słuchaczek.Całość kończy "Surfin USA" będące dziwnym tworem Beach Boysów i Berrego, któremu przyznano prawo do autorstwa muzyki dopiero w kilka lat po premierze wersji plażowych chłopców.

Całość płyty nie zaskakuje nowatorstwem nawet biorąc pod uwagę rok wydania. To po prostu doskonały zestaw standardów ery rock n rolla podanych w dobrze opracowanej szacie muzycznej. Do tego utrzymując całość w określonej konwencji dla tego stylu.Dzisiaj trąci to już troszkę myszką ale wtedy wiele grup opierało swoje kariery  na reprtuarze klasycznym zapożyczając od Chucka Berrego,Buddy Hollego i innych. Przykłady ? Mud, Showaddywaddy, Darts etc. Leif Garrett po swoim debiucie wydal jeszcze kolejne płyty ale tylko jeszcze kolejna odniosła sukces za sprawą mody na disco i przeboju "I Was Made For Dancin" kolejne wydawnictwa przeszły już bez echa po czym ten idol nastolatek widać wydoroślał a wraz z nim jego fanki i rozstał się ze spiewaniem. Podobno powrócił w latach dwutysięcznych ale z jakim skutkiem nie wiadomo. Na pewno nie znaczącym bo informacje o jego come backu znaleźć można tylko w internecie i to w chwili gdy się tego naprawdę zacznie szukać.



Ta płyta w mojej kolekcji to powrót sentymentalny do okresu w którym po raz pierwszy zachwyciłem się Johnny B. Good i pokochałem rock n rolla.Trudno jest mi ją oceniać w odniesieniu do wielkich dzieł. Jeszcze ciężej jest napisać, że to coś przeciętnego. Na pewno stworzone w sposób komercyjny i dla osiągniecia kasy a nie sztuki. Stąd wybór piosenek ogólnie znanych i przebojowych. Ta płyta nie lansuje muzyki, choć w moim przypadku tak było a raczej młodzieńczość Garretta jako główny produkt poddany sprzedaży. Oceniam ją na trzy gwiazdgi bo warto ją poznać choćby z uwagi na doskonałe wersje standardów muzyki rozrywkowej. Płyta wydana z wkładką zawierającą gotowe fotki Leifa do przywieszenia sobie na ścianę.

Moje Mistrzostwa Euro 2012 - I po Koko ...

 Gotowy do kibicowania - Wtedy jeszcze w tym finale wszystko było niewiadomą

Euro spoko i po koko można by powiedzieć krótko.Wszystko przemija,coś się zaczyna i kończy po to by znowu się zaczęło coś innego.Dla nas Polaków ten turniej nie zostanie zapamiętany jako sportowe wydarzenie a raczej jako zjawisko socjologiczno - polityczne.Nie wiem na ile to Euro jest faktycznie sukcesem naszego państwa na arenie międzynarodowej a na ile dobrze przeprowadzoną kampanią wizerunkową nastawioną głównie na odbiór naszego społeczeństwa. Tak jak robiła tendencyjny film BBC tak podobnie nasi mogli robić podobnie w drugą stronę karmiąc nas samymi wybranymi wypowiedziami o zabarwieniu euforii. Na pewno nie daliśmy jako naród plamy ale czy ten sukces aż na tyle zmieni oblicze naszej ziemi w oczach obcokrajowców tego już nie wiem.Boniek określił to wydarzenie jako największe od czasów zjazdu w Gnieźnie.Coś w tym prawdy jest.Przygotowania wszak były podobne w obu przypadkach. W obu udało się zrobić wrażenie i pokazać, że nasza kraina to obszar cywilizowany i równy innym ziemiom położonym bardziej na zachód.Na ile to zasługa samej imprezy a na ile nas, głodnych bycia głównym obiektem zainteresowań całej Europy to już sprawa drugorzędna ale bardzo istotna. Moim zdaniem to główny motor tego jacy byliśmy jako gospodarze.Nasze kompleksy narodowe i frustracje po raz pierwszy poddane zostały weryfikacji na taką skalę. Można jednak używać barw narodowych w sposób pozbawiony wartości martyrologicznych. Można dumnie wznosić do góry flagę bez upamiętniania naszych nieszczęść.W większości krajów święta narodowe kojarzą się ze zwycięstwami u nas z porażkami lub tragediami.

Wielki finał Euro 2012 - Stadion w Kijowie - 1 lipca 2012r - Hiszpania - Włochy

Smutno tak jakoś bo człowiek czuje pewien niedosyt, bo jeszcze by się pooglądało. Przyzwyczaiłem się już do codziennych meczów i rozrywki jaką fundowali mi piłkarze przez ten prawie miesiąc.Udało mi się obejrzeć wszystkie mecze turnieju. Sympatie po odpadnięciu naszej jedenastki zmieniały mi się kilkakrotnie. Kibicowałem wpierw naszym i Irlandczykom. Później zapałałem sympatią dla Niemców ale i Szwedzi w meczu z Anglią wyzwolili u mnie pokłady podziwu i to pomimo przegranej. Anglików równocześnie też wspierałem bo na co dzień oglądam ligę angielską i uważam, że dla piłki nożnej ten kraj czyni bardzo wiele i w końcu jakiś sukces by się im przydał. Dania pokazała również się w jednym meczu przepięknie i choć ich liga stoi trochę z boku i mało mnie interesuje to wietrzyłem w piłkarzach tego kraju małą sensację.Największe rozczarowanie to Holandia, która posiadając w swojej ekipie rewelacyjnych piłkarzy nie potrafiła zaistnieć a nawet choćby pokazać trochę swojej jakości jaką demonstrują ich zawodnicy w piłce klubowej.Portugalia także kosztem podziwu dla Hiszpanów osiągnęła moje uznanie. Był to jedyny team, który potrafił postawić się Hiszpanom.To jedyna drużyna której nowi mistrzowie Europy nie pokonali. Rzuty karne to przecież loteria. Włosi od początku grali fajnie a ich kulminacyjny okres to mecz z Niemcami, gdzie zagrali przepięknie. Fakt, ze drużyna naszych zachodnich sąsiadów bardziej w tym meczu przypominała naszych orłów przebranych w koszulki niemieckie ale wynik poszedł w świat.
Ukraina również miała swoje pięć minut pokazując, że ludzie ze starej gwardii potrafią jeszcze zaskoczyć.Niestety dalej ich losy były już mniej okazałe od strony sportowej.Francja jakoś mnie nigdy nie ekscytowała nawet za czasów Zidana. Grają solidnie bo mają w końcu sporo gwiazd ale wszystko u nich takie trochę nieposklejane.Chorwacja przyzwyczaiła już nas do tego, że potrafią grać ale nikt nigdy ich nie bierze poważnie jeśli chodzi o strefę medalową. Raz dzięki temu kiedyś udało im się wygrać.Obecnie to porządna drugoligowa reprezentacja Europy.

Wielcy piłkarze tego turnieju - Nie do końca przegrani pomimo porażki aż  4:0 z Hiszpanią

Co o naszej kadrze można napisać teraz po turnieju ? Najlepiej przyrównać ich do budowy naszego kraju, który przed Euro został rozkopany i nie dokończony.Nasza drużyna również.Postawiono nie na tych zawodników w środkowej strefie.Nie doprowadzono do zgrania ze sobą poszczególnych formacji.Prawdy zawartej w rankingu nie udało się oszukać.Jesteśmy w skali świata siedemdziesiątą potęgą i nic nie potrafimy zrobić by to zmienić.Zapewne nie zmieni się to  długo skoro świętujemy jako sukces remis z Rosją a wynik 1:1 z Grecją uważamy za korzystny.Chcąc uchodzić za dobrych zakładać należy dwa zwycięstwa na trzy mecze i to gdy za rywali się ma Hiszpanów, Niemców, Włochów.Trenera bym nie obwiniał bo miał ciżękie zadanie. Krytykuje się go że nie zabrał Piecha z Ruchu Chorzów na zawody. A co miał zabrać ? Piech to przeciętniak dobry na naszą bardzo słabą ligę i to też zapewne na jeden sezon.Jedyny zarzut to ten, że w to miejsce brał innych przeciętniaków jak choćby całkowicie bez formy Brożek.Nie mamy piłkarzy gotowych do prawdziwych pojedynków na szczycie.Mamy zaledwie kilku zawodników, którzy bez reszty nie stanowią o swojej wartości.Poczekamy do eliminacji mistrzostw świata, które dadzą nam odpowiedź na ile to poukładana drużyna. Póki co wygląda na to, ze to dopiero zalążek czegoś co może w przyszłości okazać się czymś z czego będziemy dumni także po turnieju a nie tylko jak od lat przed.

 Chileczkę... chwilunię.... jeszcze tylko pogrubię i będzie gotowe....


Hiszpania mistrzem Europy w 2008, mistrzem świata w 2010,mistrzem Europy w 2012,
                                                        A kto wie co będzie w 2014r ?

Hiszpanie po raz kolejny pokazali klasę.To naprawdę kosmos co oni robią. Zaczynam dostrzegać w krążących opiniach publicznych o znudzeniu ludzi tą drużyną. Pojawiają się złośliwości jak w przypadku CR7 którego nie lubi się z urzędu bo to niby laluś.Zawiść ludzka nie zna granic w stosunku do tego doskonałego piłkarza który wszystko osiąga swoją tytaniczną pracą. Podobnie jest z Hiszpanami.Nie lubi się tych co odnoszą sukcesy bo to zazwyczaj obnaża słabości nasze.Słusznie należy się tytuł tej drużynie. Najlepszy dowód na to, to skład ławki rezerwowej.W Hiszpanii tam zasiadają piłkarze którzy byliby wystawiani w pierwszym składzie każdej drużyny narodowej.Wynik 4:0 w finale pokazuje ewidentnie różnicę w klasie między Hiszpania a pozostałymi. To nie przypadek. Fakt,że Włosi grali dość otwarcie w piłkę i dali możliwość pograć Espanii ale nie zmienia to wrażenia ogólnego, że piłka Hiszpańska w dalszym ciągu jest na szczycie i dzieli przepaść jakościowa ich od reszty.Za dwa lata czeka kolejny sprawdzian, tym razem ogólnoświatowy. Ciekawe czy Hiszpanie powtórzą sukces i wygrają turniej. Póki co wszystko wskazuje, że tak.

 Pierwsze wspólne oficjalne pozowanie do zdjęć obecnych Mistrzów Europy

Ciekaw jestem teraz krajobrazu w Polsce po Euro.Chorągiewki z samochodów poznikały już w większości. Strefy kibica w miastach przestaną być ośrodkami rozrywki a staną się ponownie normalnymi fragmentami centrum. Roboty budowlane z pewnością zwolnią i nasze rozkopane miasto dalej będzie straszyć. Może coś dokończą ,coś odłoży się na dalszy bliżej nie określony okres aż zmarnieje. Wszelkie próby podtrzymania euforii i klimatu spontanicznej radości zostaną zduszone w zarodku a pomysły na coś fajnego sprowadzone do widzimisia panów decydentów, którzy najlepiej wiedzą co społeczeństwu do szczęścia potrzeba.Nie tak dawno zbulwersowała mnie sprawa reakcji władz na pomysł  organizacji w Poznaniu towarzyskiego meczu naszej reprezentacji z Irlandczykami.Uważam to za kapitalny pomysł by pod pretekstem tego ściągnąć ponownie do nas tysiące kibiców .Władze już nas ostudziły. Mecz towarzyski z Irlandią rozegrany będzie ale w Dublinie a my choćbyśmy chcieli nie mamy prawa zapraszać jako miasto reprezentacji Irlandii na mecz.Jeśli już to do Warszawy i na Narodowy i to też nie teraz bo nie ma sensu grać towarzysko z jedną drużyną dwa razy w krótkim odstępie czasu.Spontaniczność naszą o dupę roztrzaskać i tyle.Do tego ta nasza bezsilność na decyzje odgórne.


            Ile razy ci ludzie już się cieszyli z powodu wygranych trofeum a ile razy jeszcze będą ?

Nie zamierzam pastwić się nad PZPN ale jest to organizacja przeze mnie wręcz znienawidzona i życzę jej by w przyszłości potrafiła odmienić swój wizerunek tak jak to udało się innym osiągnąć. Niech za przykład posłużą dwie firmy :TPSA i Biedronka. Obie posiadały ewidentnie negatywny odbiór w społeczeństwie ale przez lata wprowadzając jakość odmieniły to.Życzę tego tej organizacji i to nawet jeśli dalej panować będzie Gregory Summer, oby jednak nie.

P.S. Szkoda,że nie udały mi sie fotki Ramosa gdy odstawiał popis toreadorski po wygranej i odebraniu pucharu. To było piękne co zrobił. Miał specjalną płachtę w barwach Hiszpani z napisem Italia i odstawił z nią przed swoimi kibicami taniec zupełnie taki jaki znay z występów na corridzie... Jedynie co uchwyciłem to samą końcówkę ale od czego jest You Tube



piątek, 15 czerwca 2012

Moje Mistrzostwa Euro 2012 - trzecie rozdanie


Na początek może z dwa oklepane żarciki w stylu Karola Sztrasburgera.Pytanie po meczu z Grecją: Panie Smuda co tam słychać - a bez zmian. Podobne po meczu z Rosją - e tam trochę się pozmieniało.Polska w szale. Polska z nadziejami. Każdemu udziela się nastrój Euro i emocje z tym związane, oczywiście każdemu normalnemu. Polska osiągnęła sukces remisując z Rosjanami.Słyszę to od dwóch dni wszędzie. Do licha jaki sukces ? Przecież to remis - jeden punkt tylko. Remis to utrata dwóch punktów. Od kiedy remis jest sukcesem ? Z jednej strony dmuchamy balon, że oto nasza reprezentacja to potęga a z drugiej strony uważamy za sukces remis z drużyną Rosyjską ? Chciałbym przypomnieć, że całkiem niedawno zespół z o wiele mniejszym potencjałem jak drużyna Polski a mówię tu o Lechu Poznań pokonała Manchester City w którego składzie grali zawodnicy lepsi od tych co grają obecnie w Rosji. To był sukces prawdziwy a ten co mi wciska się od kilku dni jest osiągnięciem mocno ubarwionym.Nie byłbym sobą gdybym nie wrócił do naszego nadwornego komentatora Szpakowskiego.



Siedemdziesiąta któraś minuta meczu. Nasi cały czas w ataku. Cały stadion krzyczy "jeszcze jeden, jeszcze jeden". Arshawin oddycha już przez rękawy i ledwie wraca na swoją połowę. Tłum szaleje bo widzi szansę na komplet punktów.Napięcie i nadzieja u szczytu w całym Narodzie a ten gamoń w telewizorze dyszy i krzyczy "jeszcze tylko dziesięć minut, byle wytrzymać. byle wytrzymać i nie dać sobie strzelić bramki !! " Kurde !!! Co wytrzymać ? co wytrzymać ? Tu nie ma co krzyczeć ze strachu przed Rosjanami a ryczeć z całych sił do mikrofonu "Dobić ich i awansować bo szansa ogromna. Jedna akcja, jeden strzał a Wtedy Czesi i Grecy będą mogli już nam skoczyć.Szpakowski jako wyrocznia ogłosił wszystkim, że oto Polski zespół odniósł sukces bo zremisował z drużyną Rosji.Może i to sukces ale jesteśmy na Euro a tu nie ma miejsca dla jedenastek, które remis uważają za osiągnięcie sportowe.Nie ma różnicy czy się wygrywa z Holandią czy przegrywa z Ukrainą.Tu nie ma miejsca dla średniaków.A jeżeli faktycznie remis z Rosją to sukces to radzę dajmy sobie spokój i zróbmy miejsce bardziej ambitnym drużynom.Oczywiście nie pozbawiam wartości tego co zrobili na boisku,bo i popatrzeć było warto, mecz ładny a remis w jakimś stopniu cenny. Nie zapominajmy jednak, że to turniej mistrzowski i skoro tu jesteśmy na nim to musimy mieć mentalność mistrzowską inaczej zawsze będziemy dostarczycielami punktów.

Jutro rozdanie trzecie. Mecz ponoć o wszystko,czyli od razu się pytam tak naprawdę o co ? O wyjście z grupy ? Wyjście z grupy to dla niektórych wszystko ? Sami się ograniczamy.Nasi piłkarze jak obejrzą powtórkę i okrzyki Szpakowskiego w trwodze "tylko wytrzymajmy" to sami uwierzą w to jak wiele osiągnęli.Później poczytają prasę, która ich utwierdzi jakiego wielkiego czynu dokonali.Polacy!!! Uwierzcie wreszcie. Wygranie każdego meczu na tym turnieju jest w zasięgu.Nie uda się - mówi się trudno ale nie można zakładać na początku, że coś się nie uda.Jak myślicie. Ilu kibiców na meczu Lecha z Manchesterem City liczyło się z wygraną Lecha ? Prawie wszyscy, bo po to tam poszliśmy. Wierzyliśmy,że możemy sprać lanie wielkiej. Remis z Juventusem po wygranej z City każdy przyjął umiarkowanie bo liczył na więcej.Euro to turniej gdzie nie ma faworytów. Patrzcie jak płaczą w Holandii jak Szwecja została skarcona. Jak Hiszpanie nie mogą się odnaleźć bo trawa za sucha.Więcej wiary i optymizmu.Jak się nie uda to bierzmy przykład z Irlandczyków którym jakoś duma nie przeszkadza w normalnym życiu a już w zabawie z pewnością a jak wygramy to róbmy to co Hiszpanie.

Za ilustracje posłużyły mi fotki znalezione na demotywatorach

Od czasu napisania tego tekstu spędziłem kilka godzin w internecie na wszelkich stronach poświęconych Euro. Oto co znalazłem na jednej z nich. Jak widać nie tylko w Polsce retoryka przed meczowa przybiera skrajne emocje,mieszając w to nawet  niczemu niewinnych bohaterów kreskówek dla dzieci. Przykre, że w tą stronę zmierza kibicowanie.Ktoś powinien się jednak otrząsnąć, bo plakat zamiast zagrzewać do walki raczej budzi niesmak.


wtorek, 12 czerwca 2012

Joan Jett and The Blackhearts - Great Hits (1996) - recenzja



                   Joan Jett - to jest tylko rock n roll - postać ważna w moim świecie muzycznym

Pod względem wizerunkowym Joan Jett to postać dziwna ale pod względem energii rock n rollowej to prawdziwy muzyczny dynamit i to z krótkim lontem.W Polsce swoją popularność zawdzięcza liście przebojów programu trzeciego i umieszczeniu na niej swojego pierwszego wielkiego hitu "I love rock n roll". Tak po prawdzie nie do końca jej bo piosenka ze sporą popularnością była już wykonywana wcześniej przez grupę The Arrows.A nawet zdążyła ją już nagrać wcześniej ona sama wraz z Sex Pistolsami.Jak na nią trafiła ? Będąc na koncertach w Anglii Joan usłyszała ją w telewizji i postanowiła nagrać ją również. Z jakim skutkiem wszyscy wiemy. Piosenka stała się mega przebojem i to światowym a riff z niej pochodzący rozpoznawany jest na równi z najpopularniejszymi jak choćby "Smoke on the Water".

Joan Jett nie wzięła się z nikąd. Byłą postacią rozpoznawalną na scenie muzycznej za sprawą dziewczęcej grupy rockowej The Runnaway.Zespół ten nie przetrwał próby czasu i przyjaźni pań i tak oto Joan weszła w lata 80te z pomysłem na swoją solową karierę.Powołała do życia nową grupę nadając jej nazwę Czarne serca i od tej pory zaczęła się tytułować jako Joan Jett and the Blackhearts. Wraz z grupą założyła też wytwórnię płyt Blackheart Records.Od 1981r do czasów obecnych wydała ona z grupą około dwudziestu płyt. Cały czas jest czynna zawodowo. Nagrywa płyty daje koncerty.Płytę o której tu napiszę Joan Jett wydała w 1996r i jest to podsumowanie jej piętnastolecia kariery solowej. Jak na zbiór typu "The Best Of" materiał muzyczny nie jest rozrzucony stylowo. Ona podobnie jak Stonsi od lat cały czas gra swoje klimaty i po swojemu, jednakowo od lat bez udziwnień w myśl zasady,że ma być power i ogólnie rock n roll. Stąd też pomimo tego, że to Greatest hits to wszystko brzmi tak jakby pochodziło z tego samego okresu a nawet kto wie czy nie brzmi to tak jakby to wszystko nagrane zostało na jednej sesji.

Znam muzykę z całej dyskografii Joan Jett, bo śledzę tą panią od czasów jeszcze listy trójki.Niektóre płyty były moją własnością, do niektórych miałem dostęp u kolegów.Inne pozyskiwałem na bazarach w formie kaset. Tak czy siak z jej płytami a dokładniej z muzyką z nich byłem od 1982r praktycznie na bieżąco.Dlatego z powodu znajomości całości materiału trochę inaczej bym poukładał tą składankę i dobrał bym zapewne niektóre piosenki które pominięto.No ale nie miałem na to wpływu co zresztą aż taką tragedią i to nawet dla mnie nie jest. Owszem jest tu kilka słabszych punktów i można było się kusić na inne piosenki bo wybór bogaty, ale to co znajdziemy nawet mnie satysfakcjonuje.

Wpierw kilka słów dla ludzi, którzy o płytach tej artystki nic nie wiedzą albo całą wiedzę opierają o jeden hit.Jej muzyka to połączenie rock n rolla z rockiem lat 70tych a wszystko to okraszone punk rockową energią. Zresztą co tu dużo pisać. jak ktoś zna "I Love rock n roll" to wie o co chodzi bo reszta repertuaru siedzi dokładnie w tym samym klimacie. Przy czym nie istotne jest to czy płyta wydana w 2007 roku czy 1982.Sporo u niej na płytach piosenek z drugiej ręki. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że w znacznym stopniu swój repertuar oparła o rzeczy nagrane już wcześniej przez innych. Covery pojawiają się zresztą nawet na płycie o której tu mowa.
                          
Przejdźmy więc do muzyki zawartej na tej składance. Mamy tu aż kilka coverów. Jedne należy traktować jako coś co dopiero za sprawą Joan Jett stało się przebojem a pozostałe śmiało określić próbą wskrzeszenia do takiego miana po latach. Oczywiście w tym gronie króluje mega hit "I love rock n roll" ale pojawia się na tej składance dopiero na pozycji 15, zupełnie tak jakby celowo chciano trochę zdewaluować jego wartość w całym repertuarze.Co mamy zatem z tych przeróbek ? Jest doskonała wersja piosenki "Crimson & Clover" zespołu Tommy James & The Shondells. Mamy Bruca Springsteena "Light on Day" wykorzystany również w ścieżce dźwiękowej do filmu "Jeden dzień z życia" w którym wystąpiła Joan Jett jako aktorka i to grając rockową piosenkarkę.Dodam,że u boku Michela J. Foxa.Kolejna porcja odgrzewanych melodii na tej płycie to "Everyday People" grupy Sly and The Family Stone's a także nowa wersja "Cherry Bomb" pamiętająca czasy jescze gdy Joan występowała w The Runnaways.Co dalej ? Kapitalna wersja Glitterowskiego "Do you wanna Touch(oh yeah)" oraz dobrze znane klasyki "Have you ever seen the rain" "Kredensów", i "Shout" (setki wykonań - najpopularniejsze to wesja Lulu). Trochę zabrakło mi rewelacyjnej wersji również Gliterowskiego hitu "I Love you love me love"- szkoda.Pozostałe utwory to już piosenki autorstwa Joan i kolegów z grupy.Pełnym blaskiem świeci chyba najbardziej metalowy kawałek Joan ze wszystkich na tym albumie a mianowicie "I Hate Myself for loving you" Zresztą bardzo duży przebój z 1988r oraz "I Need someone". Kiedyś się zastanawiałem (a było to jeszcze w okresie gdy uważałem, że każdy artysta poprzez styl w jakim gra przynależy do danej grupy odbiorców) kto jest głównym odbiorcą jej muzyki.Na heavy metalowców zbytnio bym nie liczył. Na  pop-rockowców również. Punk ? Też do końca nie , no chyba, że taki Ramonnesowy.Czyli dla kogo gra ? Jej muzyka to rock w czystej postaci, bez ideologii, bez patosu. Najlepiej oddają jej własne słowa to czym dla niej jest muzyka rockowa.Pozwolę sobie je zacytować "Pop to muzyka, która mówi: weź mnie słodziaku. Natomiast rock and roll wrzeszczy: jesteś mój, sukinsynu!"*. To po prostu prawdziwy rock and roll w najczystszej postaci.Fan i tak zna tą omawianą płytę a także i całą dyskografię. Polecam tą płytę tym, którzy tą artystkę lubią ale nie koniecznie muszą mieć wszystko co nagrała. Przekrój pierwszych 15 lat jej kariery solowej dobrze został tu podany a jeżeli czegoś mi tu brakuje to tylko z powodów moich własnych preferencji.
By uzupełnić całość dodam,że w 1988r byłem członkiem fan clubu Joan Jett and the Blackhearts.Do tej pory posiadam jeszcze jej autentyczny autograf na karcie wydanej przez zrzeszenie.(Miała tu być fotka  tego podpisu ale jak to w życiu u mnie bywa często schowałem ją w dobre miejsce i mam trudność z odnalezieniem, ale mam ją na pewno i uzupełnię jak znajdę)

Warto dodać, że do tej pory Joan wydaje płyty i to na swoim wysokim poziomie.Potrafi zapełniać sale koncertowe.Jest i była poważana w środowisku muzycznym. Mało kto wie ale nawet miała swój udział przy płycie "Trash" Alice Coopera.Sklasyfikowano ją również w gronie najlepszych gitarzystów rocka w pierwszej setce i to robionej przez magazyn Roling stone a nawet załapała się na 65 miejsce jako wokalista wszech czasów.

Poniżej link do jej ostatniego przeboju, zresztą tradycyjnie nie do końca jej ;)

Joan Jett and The Blackhearts - AC/DC (cover The Sweet)

Podaję również link do mniej znanego coveru Gary Glittera w wykonaniu Joan. Mój faworyt !!!

Joan Jett and The Blackhearts - I Love You Love Me Love - wersja live



No i tak by dopełnić. Joan Jett z okresu gdy jej skłonności do pań nie były jeszcze publicznie znane

Joan Jett and The Blackhearts - Crimson & Clover (cover  Tommy James & The Shondells) z 1982r - występ z 1983



* - cytat zaczerpnięty z artykułu Kochanka rock n rolla.Link do żródla
http://muzyka.onet.pl/publikacje/artykuly/kochanka-rock-and-rolla,1,4619574,wiadomosc.html

Covery jakie popełniła a które nie znalazły się na płycie Great Hits a warte są poznania (wybór niepełny)

Wooly Bully,  Tossin' & turnin ', I Love You Love Me Love, fun,fun,fun, Dirty Deeds, Love Hurts, Love Me Two Times, Wild Thing...

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Moje Mistrzostwa Euro 2012 - drugie rozdanie


Polska - Grecja 1:1- czy to zły wynik ? Co mają powiedzieć Holendrzy lub Holendowie jak to mawiał Szpakowski. Oni przecież przyjechali po mistrzostwo. Co mają powiedzieć Portugalczycy ? O Czechach nie wspomnę.Nasi zagrali całkiem dobry mecz a że Smuda zmian nie zrobił to i dobrze.Jedyne co mógł zrobić to zdjąć Obraniaka, Murawskiego przesunąć ciut do przodu z opcją szybkiego powrotu i wpuścić Kamila.Polska drużyna z pewnością nie trenowała gry w dziesiątkę i łatwiej było utrzymać na boisku to co funkcjonowało, może i byle jak ale jednak funkcjonowało, niż mieszać.Jutro rozdanie drugie i mecz z Rosją.Ocenę pozostawmy naszej drużyny do czasu po igrzyskach.Żal mi Irlandczyków.Taki sympatyczny naród i fajni otwarci, przyjaźni kibice a tu musieli mieć zwisające głowy.Choć humor im dopisywał nawet imprezując po porażce. Może po Euro obszerniej opiszę wczorajszą imprezkę.

A teraz kilka przemyśleń moich o tym co związane z Euro a co mi się zrodziło ostatnio w głowie.Pierwsza sprawa to, ze jednak Poznań nie ma najgorszej murawy w tym turnieju, choć nie wiem czy to powód do dumy bo wszędzie powinna być bez zarzutu.Gdańsk a w zasadzie UEFA w tym mieście dała ciała i mieliśmy mecz poniżej tego co mogłoby być ze spotkania Hiszpanii z Włochami.Druga sprawa dotyczy komentatora Dariusza Szpakowskiego. Kiedy do licha ten facet pójdzie na emeryturę. Bardziej beznadziejnego nie znam.Poza tym przynosi pecha. Jak do tej pory gdy on komentował nigdy nie wygraliśmy ważnego meczu. Wnerwiają mnie jego uwagi, stałe odnoszenie się do lat 70-80 i w ogóle  prowadzi wszystko bez emocji.Mamy lepszych ale układy robią swoje.Szkoda bo Szpak całe widowisko zazwyczaj psuje swoim beznamiętnym głosem.Przykład dobrego spikera sportowego to wczorajszy mecz Irlandia - Chorwacja, gdzie prowadził to Jacek Laskowski. Dla mnie bomba i Szpakowski niech się uczy bo na naukę zawsze czas.Martwi mnie jeszcze inna sprawa. Mało Poznania w mediach.Nie wiem dlaczego ale czuję pewną dyskryminację. Słyszałem kilka dni temu wypowiedź biskupa Wrocławskiego gdy odnosił się z czymś do Euro i powiedział mniej więcej tak...gdy niebawem rozpocznie się Euro 2012 i w Polsce na stadionach we Wrocławiu, Warszawie, Gdańsku itd...
Do jasnej Anielci !!!Poznań to nie  "i tak dalej" ale Poznań. Trudno było wymówić nazwę miasta ? Kolejna wnerwiająca kwestia to wypowiedź tego nawiedzonego idioty z Torunia (sorry za przymiotnik nawiedzony bo to słowo powinno kojarzyć się pozytywnie), który wygłasza mowę o tym, że nie widzi powodu by nie organizować manifestacji podczas Euro. W imię swojej głupoty podburza ludzi.Sabotażysta a na to uważam,że są paragrafy.No i jeszcze wspomnę jednego sutannika, który stracił kontakt z rzeczywistością.Po zakończeniu procesji Bożego Ciała podziękował wiernym za przyozdobione okien, zbudowanie ołtarzy oraz za to,że ubrali swoje samochody i to tak licznie we flagi.Tak, zapewne Boże Ciało według tego księdza było powodem obecności na parkingu parafii kilkudziesięciu aut przyozdobionych w barwy narodowe.

Kolejne moje przemyślenie to odczucia słuchowe z meczu Polska - Grecja.Czy tam w ogóle był doping dla naszej drużyny ? Kibice Lecha na stadionie w kilka tysięcy potrafią zrobić więcej wigoru niż  czterdzieści tysięcy gardem na Narodowym.Greków było lepiej słychać jak nas Polaków a było tych na niebiesko raptem  tylu co w narożniku.Nie mogli zorganizować przy pomocy zrzeszeń kibiców profesjonalnego wodzireja, z bębnami, z repertuarem ? Aby ten wpis miał też wartość edukacyjną dodam.Panowie kibice - "Gramy u siebie" to się krzyczy na wyjazdach a nie na własnym stadionie. Podobnie w złym tonie jest śpiewać "Nic się nie stało" bo ta przyśpiewka od lat uważana jest za pieśń wręcz haniebną i bardzo dołującą, że oto znowu klapa.Amatorka do bólu.Doping do bani i nie sądzę by coś się zmieniło na kolejnych meczach.Tym bardziej, że kibice nie wylosowali biletów.Za to gwiazdy z ekranów i zasłużeni traktujący udział w meczu jako atrakcję turystyczną podczas Euro.

Czasami też dochodzą mnie wieści które mnie na przemian drażnią lub bawią.Oto ktoś wpadł na pomysł by utworzyć strefę Jezus obok stref kibica. Cel ? Prowadzenie katechezy dla kibiców.Inny pomysł to partia SLD stworzyła tzw. strefę kibica dla przegranych drużyn, czyli jak któraś drużyna przegra to kibice zamiast bawić się normalnie mają pójść do SLD i tam się wypłakać.A może jako nagrodę pocieszenia dostaną naklejki do umiejscowienia na czole z napisem "Loser". Nie wiem co mają na celu takie i inne bzdurne akcje, których ponoć coraz więcej.

Jutro drugie rozdanie Polska - Rosja. Wierzę, że będzie to mecz przełomowy.Nikt nie każe nam go wygrać bo jest jeszcze pojedynek z Czechami o życie.Z Rosją pójdzie łatwiej bo przeciwnik bardziej grający niż pszeszkadzający. Do tego sporo smaczku dodaje pewność i czupurność kibiców rosyjskich, którzy świętując wypędzenie Polaków z Moskwy urządzą sobie przemarsz na stadion.Po wygranej z Czechami w piórka już obrośli a według mnie Czesi nie postawili zbyt ciężkich warunków.Jutro oczywiście już o 17 otwarta u mnie w domu ponownie strefa kibica, z tym samym składem. Podobnie jak Smuda nie dokonałem zmian i cztery te same gardła co przy Grecji będą wyć w dopingu przez całe 90 minut.

piątek, 8 czerwca 2012

Moje Mistrzostwa Euro 2012 - pierwsze rozdanie


Przeanalizowałem tekst polskiego hitu na Euro. Nie wygląda to zbyt dobrze. Piłka powinna lecieć w stronę bramki przeciwnika a nie hen wysoko.Dalej mamy stwierdzenie, że uda im się wygrać. Co u diabła znaczy słowo "Uda" ? Udaje się coś, gdy staje się przez przypadek.Tu powinno być twierdzenie konkretne, że wygrają, zwyciężą, zmiażdżą, rozszarpią, zdepczą. Po drugie. Kto tą piosenkę u licha będzie śpiewał na stadionie ? Wiadomo i tak,że polecą slogany na jakąś znaną melodię typu: "Nie dajcie dupy i wyjdźcie  z grupy" czy też "Koniec z dawaniem ciała na to czeka Polska cała" no może to drugie się mniej rymuje ale w końcu tu chodzi o treść a nie poezję.Z reguły jestem optymistą i to takim wręcz niepoprawnym. Podobno jak wchodzę na cmentarz to też zamiast krzyży widzę same plusy.Tak jest i teraz. Przed nami mecz z Grecją. Z kim mamy wygrywać jeśli nie z takimi drużynami ? Kiedy mamy to zrobić jak nie na turnieju granym u siebie w kraju ? Nie wyobrażam sobie innego scenariusza jak pewne zwycięstwo naszych.

Dziś u mnie w domu pierwsze zgrupowanie "Kadry Narodowej". W końcu od roku nam tłumaczą,że wszyscy  jesteśmy kadrą, więc się tego trzymam. Strefa kibica urządzona i to według najbardziej wyśrubowanych norm europejskich, czyli doskonały duży tv-izor, zwany u mnie w domu potocznie publikatorem podłączony pod system nagłaśniający dźwięk a co się z tym wiąże i emocje.Trunki schłodzone dokładnie do zalecanych temperatur. Wybór napojów do uznania rozgrywających. Jest stosowana ilość browarów pomimo alarmujących wieści, ze istniej możliwość że tego trunku zabraknie bo ponoć nie nadążają z produkcją.Ruda i czysta też jest gotowa a na wypadek gdyby dołączyły do nas nasze panie w zanadrzu mamy jakieś ziołowe paskudztwa tylko kobietom smakujące. Zakładam,że w słodycze nie pójdą ale i na taką ewentualność jestem przygotowany i jakieś rozpuszczone cukierki w alkoholu w barku są.Zresztą one pewnie zamkną się w pokoju obok lub nawet urządzą sobie alternatywne spotkanie bez meczu w jakimś wolnym lokum.Swoją drogą satyryk Marcin Daniec już kiedyś zauważył,że to dlatego kobiety żyją statystycznie dłużej od mężczyzn bo się piłką nożną nie interesują.  Głód zwalczymy sałatkami i pogryzaczami lub w przypływie lenistwa postąpimy stereotypowo i zamówimy to czym facet prawdziwy podczas meczów żywi się zawsze i o każdej porze, czyli pizza na telefon.Samochód pod domem też oflagowany według najnowszej mody, czyli z pokrowcami na lusterkach.Zaraz jeszcze zgram na płytkę zestaw hitów kibica polskiej reprezentacji. Sięgnę do archiwum i pewnie track lista wyglądać będzie następująco (część z longplaya "Polska gola z Mundialu 74, część z Mundialu 82 i inne co wpadły w ucho gdzieś tam kiedyś):

01. Po zielonej trawie piłka goni (z Mundialu 74)
02. Footbal, football, football (z mundialu 74 Rodowiczka)
03. Polska Gola (z mundialu 74)
04. Piłka w grze (z Mudialu 82 Krawczyk)

Nad resztą się zastanowię bo wybór dość spory, choć różnej jakości. Może nawet i te nieszczęsne Koko Euro Spoko wgram ale w wersji w jakiej to przerobiła grupa Bliss, dość mocno pod styl artysty Gotyie.Zresztą muzyka to sprawa tła w chwili reklam.Jedynie czego nie zapewniłem na odpowiednim poziomie to uroczystości otwarcia i występów artystycznych. Żadna z pań naszych nie będzie tańczyć na rurze i to z kilku zapewne powodów. Pewnie dlatego, że tego nie załatwiliśmy z nimi ? a może dlatego, że będą w innym domu o tym czasie na babskim wieczorku ? a może dlatego,że w domu nie mam rury ? No bo dlatego, że się wstydzą to nie uwierzę by to mógł być powód. Wstydzić to się można tego, że nie będzie się u boku swoich mężczyzn podczas jednego z najważniejszych dla nich wieczorów tego roku.

W okresie Euro z pewnością będę zajęty na maksa bo oprócz codziennie zajętych wieczorów meczami jeszcze czeka mnie "sporo pracy w pracy", no i jest to okres w którym przypada pewien ważny dla mojej przyszłości zawodowej epizod.Oprócz tego regularne zgrupowania naszej małej kadry narodowej. Dobrze że choć w "treningach" nie uczestniczymy bo człowiek nie miałby czasu trzeźwieć.Życzę wszystkim czytającym tego bloga wielu pozytywnych wrażeń z tej imprezy sportowej, która dla nas Polaków przybrała,zwłaszcza przez ostatnie lata rangi największej świętości. Oczywiście tylko dla prawdziwych Polaków. Bo prawdziwy Polak to każde nawet dziecko wie, że to w pewnej części: Katolik, alkoholik i kibic sportowy. Kto nie ma tych trzech wartości wzbudza podejrzenie i stąd się właśnie często wyłania kwestia wzajemnego zaufania. Kibicujmy więc wszyscy by później nie trafić na listy. W końcu czymś służby partii jedynie słusznej muszą żyć podczas igrzysk by się nie nudzić.Tym bardziej, że nasz były premier to ciapa a nie kibic. Ktoś mu oferuje w loży VIP miejsce na stadionie a on będzie w telewizorku oglądał bo mu tam towarzycho nie pasuje... kurcze co za pajac odrzucić taką możliwość.Nie, nie miało być o polityce i nie będzie... Polska !!! Polska !!! Polska !!! .. a kto ma ciut fantazji może i walnąć parafrazę i ryknąć You’ll never beat the Polish... a co ? my nie gorsi od Irlandczyków i też swoją historię mamy.