czwartek, 3 kwietnia 2014

maxi single disco z lat 80-tych cz 4




W tej części przedstawię kilka maxi singli, których raczej przypadkowo nie uda się kupić. Należą one do grupy płyt z mojego planu sprzed dwóch lat, gdy postanowiłem sobie skompletować na tym nośniku część swoich ulubionych piosenek doskonale spamiętanych z lat młodzieńczych. Szczęśliwym trafem udało mi się je pozyskać (w większości) w krótkim okresie. Zapewne, gdybym je pozyskiwał po jednej to i frajda była by większa a tak bogactwo urodzaju sprawiło, że radość zamieniła się w niedowierzenie w to, że cel osiągnąłem stosunkowo łatwo. Swoją drogą cały czas się zastanawiam co sprawiło, że pasjonat i miłośnik wyprzedawał swoją kolekcję płyt  ,bo taki był powód tego, że w tym czasie trafiło na rynek aukcyjny całkiem spora liczba płyt z tego nurtu. Po oferowanych tytułach widać, że zbiory tworzone były przez niego przez lata i to z wielką pasją. Życie jak widać bywa czasami okrutne. Ze swojej strony tylko napiszę, że nieliczne egzemplarze z tej wielkiej kolekcji trafiły do mnie i z pewnością są to dobre ręce. Dzisiaj kolejne siedem singli i poza pierwszym wszystkie pochodzą z tej kolekcji, która niestety rozlała się po całej Polsce. 

Trillion - Belgian Girl. Wydany w 1985r przez Koka records w Belgii. Artysta z Belgii i przez to jest to na rynku muzycznym tamtego okresu pewna egzotyka. Mało kojarzę poza może jeszcze taką grupą jak Dream Express (festiwal w Sopocie - zdobycie Grand Prix) kogoś z tego kraju by zaistniał w świadomości szerszej.Piosenkę z tego singla w polskim radiu zaprezentował Bogdan Fabiański. Z tego co pamiętam w jakieś audycji o nietyowym dla niego czasie i dniu nadawania. Chyba kogoś zastępował. Fakt był taki,że wtedy po raz pierwszy usłyszałem i nagrałem sobie ten utwór. Piosenki absolutnie nie kojarzę bym kiedykolwiek słyszał ją w któreś z dyskotek poznańskich. Popularnoć jej też była i do tej pory jest mizerna. Oczywiście nie dla fanów stylu italo. Raczej nieczęsto umieszczana na składankach z muzyką italo disco o ile w ogóle. Singiel zawiera dwie wersje piosenki: "Club mix" oraz "Brussels mix". Obie są wersjami z wokalem.

Ken Laszlo - Hey Hey Guy. Wydany w 1984r przez memory Records. "Hey Hey Guy" to jeden z największych klasyków italo disco. Naisany przez Mauro Farinę(o nim będzie jeszcze dalej) Doczekał się kilku wersji i niezliczonej liczby remiksów. Wersje z tego singla opatrzono dopiskie "vocal" i "Dub Version" (Dub version - instrumentalna). Mam sentyment do tej piosenki podobnie jak do "Primadonna - Flash on the Floor", o którym wspomniałem w części trzeciej. Wraz z Miko Mission były to pierwsze trzy rzeczy jakie poznałem ze stylu italo. Cieszę się, że mam go w kolecji. Z uwagi na popularnośś Kena Laszlo nie jest to unikat ale z tego samego powodu jest wielu chętnych na nabycie tego zwłaszcza na tym nośniku. Przez lata nie zastanawiałem się nad tekstem tej piosenki czerpiąc przyjeność z samej melodii i rytmu i do tej pory wolę się nie zagłębiać w to podczas słuchania. I to nie dlatego bym był jakimś homofobem ale jak tu sobie podczas słuchania podśpiewywać tekst wraz z Kenem Laszlo ? Jeszcze ktoś podsłucha i wyrobi sobie mylny sąd lub choćby pojawią się jakieś złośliwostki. Odbiegnę jak zwykle trochę od tematu, bo przypomniała mi się pewna zabawna historia z jakieś prywatki sprzed wielu lat. Chłopak słynący ze swoich homofobicznych przekonań, będąc po kielichu wyspiewywał na cały głos refren piosenki "Gimme gimme gimme" zespołu ABBA. Kto zna refren tej piosenki ten wie jak zabawnie to musiało wyglądać w zestawieniu z jego przekonaniami i to bardzo radykalnymi. Wracając do "Hey Hey Guy" Kena Laszlo. Piosenka z pewnością należy do najlepszych w swoim stylu i zapewne nie raz przeżywać będzie swoje kolejną młodość.



Miko Mission - How Old Are You ? . Wydany w 1984r w kilku krajach: Hiszpanii, Szwecji, Niemczech, Francji, Holandii i oczywiście Włoszech. Wydano nawet w dwa lata później go w Wenezuelii !!!. Mój egzemparz ochodzi z Francji i wypuściła go na rynek firma Eddie Barclay. Płyty w zależnosci od kraju ukazywały się z róznymi okładkami ale zawierały ten sam materiał muzyczny.Ta piosenka należy do mojego "tercetu poznawczego" od którego rozpocząłem znajomość nurtu italo. Oczywiście "How Old Are You ?" to kolejny wielki klasyk disco z lat 80tych. A sam artysta to gwiazda dwóch wielkich hitów i może jeszcze z dwóch trochę mniejszych. Poza tym niewiele da się o nim poczytać gdziekolwiek. Zresztą za bardzo nawet nie szukam. W przypadku artystw dyskotekowych zupełnie wytarczy mi ich muzyka i to też w pewnych okolicznościach.


Miko Mission - The World is You. Wydany w 1985r. Podobnie w kilku krajach i podobnie jak wcześniejszy singiel z różnymi okładkami. Mój egzemparz jak poprzedni również pochodzi z Francji i wydany tak jak "How Old Are You ?" za sprawą firmy Eddie Barclay. To drugi wielki hit Miko Mision i żelazna pozycja wszystkich dyskotek połowy lat 80tych. Oczywiście panowie z radia "te same nudne przeboje FM" będą wam wciskać, że największym hitem na dyskotekach w Polsce był Michael Jackson i Madonna - nie wierzcie im. Dyskoteki w 1984r należały do nurtu italo i artystów pokroju Miko Mission, Ken Laszlo i Savage. Zaś rok 1985 przyniósł oprócz innych italo wykonawców eksplozję europejską tego stylu, czyli twórczość Diethera Bohlena (Modern Talking, C.C.Catch, Chris Norman) oraz Bad Boys Blue, Sandra i wiele innych. Tak więc panie i panowie radio wciska wam kit, że na dyskotekach w Polsce królowały piosenki, które oni nadają. Bo większość z puszczanych tam hitów nawet się nie zadomowiły w klubach a co dopiero miałyby je zawojować.


Radiorama - Desire (remix). Wydany w 1986r rzez firmę Ariola. Zawiera trzy pierwsze przeboje tego projektu muzycznego jakim była Radiorama: "Desire" w wersji remix oraz "Chance to Desire (remix) i "Hey Hey". Celowo nazwałem tą grupę projektem, gdyż wersja wizualna tej grupy nie miała nic wspólnego z muzyką. Na scenie, w klipach występowali w charakterze zespołu osoby podstawione. Coś na wzór Milli Vanilly ale kilka lat wcześniej. W teledyskach i na scenie widzieliśmy więc Antonelle Ferii oraz Oskara Branfazzi za którymi faktycznie na płytach stali Mauro Farina (geniusz muzyki pop) i Simona Zanini. Mauro Farina często ukrywał się pod wieloma pseudonimami i często wykorzystywał wizerunek przystojniaczków w celu odniesienia sukcesu. Dla przykładu podam kilku artystów, którzy de facto nimi nie byli, bo za wszystkim stał Mauro Farina*: BRAND IMAGE, ALAN BARRY, JOE YELLOW, ATRIUM, RIKY MALTESE, MAX COVERI, DANNY KEITH, PAUL SHARADA . Robi wrażenie ? Zwłaszcza dla miłosników muzyki italo disco . A jeszcze przynajmniej z dziesięć nazw można by wymienić. Farina prawie, że w połowie opanował cały rynek tego nurtu. Dostarczył mnóstwo piosenek i jego wkład w ten styl jest chyba ze wszystkich artystów największy. Niestety nie był typem urzekającego wyglądem włocha, stąd jego nazwisko mniejsze robiło wrażenie i to nawet w tamtych czasach niż pseudonimy i te wszystkie podstawione żywe kukiełki. 

* - nie mylić Mauro Farinę z Dario Fariną ( Dario pisał m.in. dla Ricchi e Poveri)

Mozzart - Money. Wydany w 1987r przez ZYX records. Za wydaniem stał więc nie kto inny jak legenda Italo Bernhard Mikulski. Człowiek, który w zasadzie jako pierwszy definiował styl nazywając go Italo disco. W późniejszym okresie wydawał też płyty z logo Italo, choć nie do końca wykonawcy na nich byli z tego kraju. Mozzart został stworzony głównie za sprawą artysty znanego pod pseudonimem Fancy. "Money" to jego kompozycja jak i produkcja. Próżno będziecie jednak szukać jego nazwiska w stopce z autorami, gdyż ukrył się pod kolejnym nie swoim nazwiskiem - Tess. Piosenka Mozzart -"Money" stylistycznie bardzo kojarzy mi się z tym co robił Mike Mareen. Singiel zawiera wersję dwunastocalową piosenki "Money" i jej odowiednik instrumentalny od tytułem "Pay The Highest Price".

Fake - Frogs in Spain. Wydany w 1984r przez ZYX records (wiadomo Mikulski). Zespół ze Szwecji. Piosenka z tego singla należy do grupy moich ulubionych z tego stylu. Od razu dodam, że wersja pochodząca właśnie z tego singla jest najlepsza.Polowałem sobie na tego singla już od jakiegoś czasu i sporo razy przegrałem aukcje.Tym razem szczęście się uśmiechnęło i w końcu go nabyłemi to nawet za cenę o połowę mniejszą niż swego czasu dawałem. Zespół poza tym singlem praktycznie wylansował jeszcze tylko "Donna Rouge" oraz "Brick" ("Brick" - chętnie bym sobie sprawił). Naisałem "praktycznie" bo zespół wylansował jeszcze inne piosenki ale według mnie nadużyciem jest określenie ich słowem przebój. Fake - Frogs in Spain to oczywiście obecnie już klasyk nurtu Italo (italo choć ze Szwecji). Ukazał się też później remix tego utworu ale dla mnie brzmieniowo i aranżacyjnie odbiega jakościowo od oryginału.  

Jeszcze raz dziękuję losowi, że trafiłem w odpowidnim czasie i w odpowiednim miejscu i z odpowiednią gotówką na człowieka, który potanowił zlikwidować swoją kolekcję. Mam świadomość , że niektóre pozycje należą do mniej spotykanych i zapewne lata zajęło by mi oczekiwanie na nie na jakieś kolejnej aukcji.

Podparłem się dwa razy podczas pisania tego postu informacjami jakie znalazłem na strone.
Zresztą zarejestrowałem się tam na forum :-) 



Zamieszczam też kilka fotek labeli  pochodzących z kilku wybranych singli opisywanych na blogu dzisiaj
i ciut wczesniej.


 







W przygotowaniu część piąta i szósta wpisów o maxi singlach disco z lat 80tych.

C.D.N.



czwartek, 27 marca 2014

maxi single disco z lat 80-tych cz 3

Wzięło mnie.... oj, wzięło i to trochę mocniej niż myslałem że może mnie coś zakręcić Do tego italo disco ? No cóż... sentyment czasami góruje nad innymi emocjami . Powoli zaczynam mieć tendencję spadkową z tymi zakupami maxi-singli. Być może spowodowało to że,  zaspokoiłem głód posiadania kilku pozycji. Nieskromnie napiszę że, trochę przybyło mi tego i owego w zbiorach a i wczesniej nie wszystko opisałem co mam na półce. Dlatego dzisiaj dalsza część mojego chwalenia się. Nie spodziewajcie się odkrywczych tekstów przy opisach tych płyt, bo przeważnie sam mało o nich wiem coś konkretnego. Do tego większość z nich to projekty muzyczne powstałe na krótkie okresy. Może dla niektórych przykłady moje staną się jakimś drogowskazem do poznania lub zakupu . W końcu na blogu piszę tylko o płytach wartych poznania i niekoniecznie muszą być to dzieła artystycznie wybitne. Dzisiaj trzecia część (na kilka jeszcze mam materiału więc cdn...)

Ric Fellini - Welcome to Rimini. Singiel wydany w 1984r we Włoszech oraz w Hiszpanii. Egzemplarz, który posiadam pochodzi z Hiszpani i wydany został przez Max Music. Ric Fellini to jeden z pseudonimów Gianniniego Corain'a szerzej znanego pod innym pseudonimem - Ken Laszlo. Oczywiście szerzej znanego miłośnikom muzyki disco z lat 80tych. Płyta prezentowana należy do grupy tych maxi singli, o których potocznie mówimy pierwsza liga. Piosenka była sporym przebojem na dyskotekach i to także w naszym kraju.Zawiera dwie wersje utworu "Welcome to Rimini"- Vocal (czas 5:32) i Instruental (czas 5:00). Niestety nie była to dla mnie tania płyta ale jak to się mówi czasami warto podarować sobie odrobinę luksusu. Co do samej piosenki to jet to esensja wczesnego okresu italo disco, gdzie sam rytm i charakter kompozycji jeszcze przypominał piosenki typowe dla muzyki pop niż komozycje podporządkowane mocnemu rytmowi disco.

Koto - Dragon's Legend. Wydany w 1988r przez wytwórnię" Memory records" (na labelu widnieje Mem Records) ale z opisu widniejącego na okładce wynika, że stał za wydaniem tej płyty Bernhard Mikulski , szef ZYX Records, która z tego co gdzieś kiedyś wyczytałem przejęła w 1989r firmę Mem Records. Koto  wraz z bratnim zespołem Leserdance byli głównymi pionierami brzmienia obecnie nazywanego spacesound disco. Singiel zawiera dwie wersję utworu "Dragon's Legend". Pochodząca ze strony A to wersja trwająca 6:54 min a strona "B" zawiera tą samą kompozycję tylko w wesji Dub i z czasem 7:05.

Koto - Jabdah. Maxi-singiel wydany w 1986r. Także jak wcześniej opisany przez firmę Memory Records.Za całością wydawniczą stał również Mikulski.Jak widac powiązaniaz Mem records jego firma ZYX miała prawie od samego początku. Jabdah uważany jest za najwiekszy przebój Koto i chyba to od tego "numeru" tak naprawdę powstawać zaczęły kolejne kompozycje opatrywane łatka muzyczną spacesynth.Glównym filarem zespołu Koto był Stefano Cundari, który na początku lat 90tych zmarł z powodu nowotworu.Pod szyldem Koto zespół działał jeszcze jakiś czas ale bez większych sukcesów.

Primadonna - Flashing on the floor. Wydany przez ZYX Records w 1984r. Dla mnie perełka wśród moich singli. Po pierwsze jest to jedno z pierwszych nagrań z nurtu Italo disco jakie usłyszałem w ogóle w życiu. Jedno z pierwszych jakie kiedyś tam w zamierzchłych czasach udało mi się nagrać z radia i chyba był to największy przebój w okresie, gdy pierwszy raz w życiu jako 16 latek byłem w dyskotece takiej "dla dorosłych". Po drugie maxi-singiel ten przez wiele lat był dla mnie coś na wzór św. Gralla. Mało kto go widział, jeszcze mniej było takich, którzy go mieli. Zaś sama piosenka należy do tych co w 1984r definiowała styl disco rodem z kraju o kształcie buta. Zawiera wersję nazwaną vocal (5:47) oraz Instrumental (5:00). Tekst piosenki w skrócie ?  "Ja zobaczyłem ją a ona w refrenie co się tak gapisz".
Niestety teksty w piosenkach z kręgu italo disco nigdy nie były zaawansowane i przeważnie były bez pomysłu. Widać to na przykładzie naszego rodzinnego disco. Disco polo przejęło po italo a w zasadzie zerżnęło każdy pomysł. Tylko, że u Włochów koniuktura zmuszała ich do śpiewania w nie swoim języku stąd prostota była konieczna. Często oni tylko uczyli się fonetyczniego wyśpiewywania dźwięków. Zresztą kiedyś rozwinę ten temat. Na szczęście ja w Italo disco najbardziej ceniłem sobie samo brzmienie tej muzyki a nie jej zaawansowanie artystyczne.

Costas Charitodiplomenos - Lost in the Night. Wydany w 1985r przez EMI. Maxi-singiel trafił do mnie przypadkowo. Kompozycja typowo w klimacie wczesnego italo. Raczej nie z typu wielki przebój ale swój urok posiada. Artysta prawdopodobnie jednego przeboju a ścislej mówiąc znanej piosenki bo przebój to chyba zbyt wielkie słowo. Mam nawet pewne trudnosci w ustaleniu narodowości tego artysty bo pewne informacje kierują mnie w stronę portugalską a inne w strone Grecji. Ale czy to wazne ? Na pewno nie będzie to nigdy piosenkarz wiodący w tym czego słucham. Mimo wszystko dla miłosników italo disco ta płytka przypadnie do gustu. Rasowa rzecz.

The Twins - Deep within my heart. Wydany w 1985r przez Hansa records a wyrodukowany prez zespół, który wczesniej klasyfikowany był jako nurt New romantic a z czasem przeszufladkowany do grona euro disco.Rok 1985 to niestety szufladka już disco, aczkolwiek czuć w każdym dźwięku, że to chyba półka wyżej pod względem aranżacyjnym i  wokalnym a przede wzystkim produkcyjnym. The Twins mieli na koncie oczywiście wieksze przeboje niż ten z tego singla ale póki co w swojej kolekcji mam tylko tę pozycję. Nie mam nawet ich rewelacyjnego albumu z 1983r ale jak to mówią okazja kiesyś przyjdzie sama to wtedy kupię. Singiel zawiera "Deep within my heart" w wersji z dopiskiem Special-dance-version oraz "Talk to me". Pochodzą te kompozycje z albumu "Until the end of time"

Sandra - Loreen. Wydany w 1986r przez Virgin Records. Zawiera dwa przeboje Sandry: " Loreen" oraz " Don't Cry". Producentem obu kompozycji jest oczywiscie Michael Cretu. Singiel ten promował drugą płytę solową Sandry "Mirrors". "Loreen" to piękna ballada i obok coverów" Everlasting love" i "Hiroshima" dla mnie najładniejsza piosenka tej artystki. Ten singiel to kolejna pozycja, która trafiła przez przypadek mi w ręce. Może komuś się wydawać z tych moich słów, że głównie przypadkowo kupuję maxi-single. Otóż nie. By to pokazać niebawem kolejna część opisu mojej kolekcji maxi-singli, których raczej przez przypadek nie udaje się kupić.
C.D.N.

Dopisek w temacie Seroki


No i stało się. Jestem posiadaczem już tych dwóch płyt Henrii Seroki wydanych w naszym kraju. Kupione zupełnie w ciemno. Nie wiedziałe czego mam się na nich spodziewać bo jak już wspomniałem wcześniej Seroka dla mnie to zagadka a pogląd opierałem głównie na kilku komozycjach bardzo odległych od siebie stylistycznie. Co zawieraja te dwie płyty ? Materiał najkrócej ujmując najwięcj wspólnego pod względem klimatu i muzyki ma z tym co robił Joe Dassin.( Kto to Joe Dassin ? - żartujecie...). Doskonała na wieczór dla dwojga. Jedyna wada to produkcja krajowa, ojczyźniane tłocznie, polskie "bylejactwo" i efekt mamy nieco przymulony i to w stosunku do piosenek czasami wręcz baśniowo melodyjnych. Nie kupujcie na siłę ale jak wam wpadnie już w ręce to posłuchajcie. 

P.S. Dziękuję zaprzyjaźnionemu komisowi płyt za szybką reakcję.

poniedziałek, 10 marca 2014

Przypomniałem sobie o Henri Seroce


Jednak w internecie nie ma wszystkiego. Bardzo to budujące z jednej strony (że  nie wszystko się wystawia dla wszystkichj za darmo) ale z drugiej strasznie to zadziwiające. Ale może od początku. Za młodu w sklepie KAW (Krajowej Agencji Wydawniczej) w Poznaniu przy ul. Bukowskiej (upss... w zasadzie wtedy ul. Świerczewskiego) nabyłem singiel artysty wówczas mi absolutnie nieznanego. Single polskiej produkcji relatywnie były tanie a do tego skoro wydał to Tonpress to zapewne materiał przeznaczony był dla młodego odbiorcy (tak sobie wtedy pomyślałem). Tym artystą był Henri Seroka a singiel zawierał dwa nagrania "La grande idee / Pancake, Snakes, Jazz, Bar and Grill" Płytki oczywiście nie mam od trzydziestu lat (tytuły piosenek odtworzyłem ze strony wydawnictwa). Pamiętam że podobały mi się wtedy  kompozycje z tej płytki. Były melodyjne i... ? No i tu pamięć się skończyła. Resztę doznań zatarł mi już upływ czasu. Na pomysł odszukania tych piosenek wpadłem niedawno, gdy przypomniałem sobie o filmie produkcji Polsko-Belgijsko-Angielskiej (plus USA) w reżyserii między innymi Jerzego Gruzy "Alicja w Krainie Czarów" a dokładniej tytuł w oryginale brzmiał tylko "Alice". Był to jak do tej pory chyba jedyny musical nakręcony przez Polskę po wojnie (Panów Kleksów dla dzieci nie liczę). Za muzykę odpowiadał w nim własnie Henri Seroka (z pochodzenia Polak). Kto nie pamięta rewelacyjniej kompozycji z tego filmu  "Love Is The Answer" w wykonaniu Lulu niech od razu nadgania zaległość.

                            Love Is The Answe  -fragment z filmu "Alice" reż. Bromskiego i Gruzy


Wracając do tematu internetu i owego singla. Nigdy bym nawet nie podejrzewał, że w necie nigdzie nie można posłuchać zawartoci tej płyty z nośników cyfrowych. Tym bardziej, że sam  singiel dostępny jest do kupienia wszędzie za kwotę do 5 zł. Dla mnie to dowód na to, że nikt z tych wszystkich udostępniaczy za darmo wszystkiego i wszędzie nawet nie pomyślał, że ktoś taki jak Henri Seroka wart jest rozpowszechniania i że ktokolwiek może być nim zainteresowany. Stąd moje zdziewienie, gdyż rozumiem, że może nie być w necie wystepu wujka Zdzisia na weselu w Poroninie ale żeby nie było  wykonawcy który posiada swoje uznane w branzy muzycznej  nazwisko ? Oczywiście przy jakieś tam okazji kupię sobie te singielki, które ukazały się w Polsce. Zaznaczam to nie problem w dostepnie do muzyki sprowokował napisanie kilku słów tutaj a  zwykłe zdziwienie, że czasami ocywise oczywistości bywają już pomijane,niedoceniane i zapominane (nawet przez takich jak ja, co zrestą sugeruję już w samym tytule wpisu). Zapewne idąc dalej tropem artysty nabędę też i jego longpleja wydanego przez Pronit lub tego drugiego długograja wydanego przez Polskie Nagrania "Muzę"..

I zrobię to tak samo jak już kiedyś raz zrobiłem w stosunku do tego artysty, czyli zakupię w ciemno nie znając nic z materiału muzycznego umieszczonego na płycie. Z drugiej strony czego tu się bać. Cena tych płyt jest uroczo niska zaś sam Henri Seroka jako arytsta  stworzył tyle pięknej muzyki, że warto mu zaufać ( gdzie go słychać ? np. w muzyce filmowej  "U Pana Boga w Ogródku"" U Pana Boga za miedzą" a także w nowym Hansie Klossie. Tak przy okazji... Henri Seroka skomponował muzykę do Smerfów o czym dowiedziałem się niedawno. Spędziłem dzisiaj godzinkę w internecie w poszukiwaniu piosenek Seroki. Odniosłem wrażenie, że prędzej odnalazł bym "pięrdnięcie" Johna Lennona cudem nagrane i odnalezione po latach niż bądź co bądź nagrania popularnego artysty i to wydane oficjalnie i do tego w nie małym nakładzie. Zakładam optymistycznie , że płyty te wpadną mi prędzej czy później w zaprzyjaźnionym  komisie płytowym więc nie robię z tego tragedii ale jednak trochę to dziwi mnie, że coś co by się mogło wydawać popularne jest poza zasięgiem jednego kliknięcia myszki

Ciekawskich co do szczegółów o Henri Seroka odsyłam do wikipedii


środa, 26 lutego 2014

Sukces medycyny


Opiszę taką scenkę:

Profesor robiąc obchód oddziału szpitalnego wraz ze stażystami napotyka na korytarzu kobietę z dzieckiem. Dziecko ma około 11 lat. Leży na wózku szpitalnym. Całkowicie zależny ruchowo i werbalnie od swojej matki.. Profesor promiennie się przywitał z kobietą i jej dzieckiem. Wskazując na nie odezwał się do gromadki lekarzy stażystów. "To sukces współczesnej medycyny no i troszkę też nasz".

Dalszej rozmowy nie było słychać, gdyż jak to na obchodzie oddziału, dalsza sala i kolejni pacjenci. Słowa te  zabrzmiały dla mnie w połączeniu z widokiem skrzywdzonego przez los dziecka wyjątkowo dziwnie. Miałem okazję porozmawiać z kobietą, która po krótce przedstawiła mi historię choroby dziecka. By nie wchodzić w szczegóły napiszę tylko, że aż kilka razy szybka interwencja medyczna zapobiegła śmierci jej dziecka. Jego życie składa się głównie z pobytów w szpitalach i różnych terapii. Przeżył nawet nagłe zatrzymanie krążenia, które miało miejsce w domu. Pogotowie dokonału kolejnego "sukcesu medycyny" ale to zdarzenie spowodowało dalsze komplikacje (takie już na zawsze). Zanim dojechało i  podjęto RKO minęło sporo czasu i doszło do niedotlenienia mózgu. (przy NZK sporo czasu to nawet tylko cztry minuty)  

Oczywiście nie jest mi dane prawo dokonywać oceny zaistniałej sytuacji ale naszła mnie refleksja. Gdyby nie ta "współczesna medycyna" najprawdopodobniej dziecko nie przeżyło by samego nawet porodu (też wiem że były problemy). Później były kolejne sytuacje w których "medycyna" nie pozwoliła spokojnie umrzeć temu dziecku. My wszyscy wychowani w duchu wielkiego humanizmu nawet nie dopuszczamy do siebie mysli że można nie ratować życia. A cierpienie matki związane ze zdrowiem dziecka w takiej sytuacji to w opini otoczenia cnota. Katolicy pewnie odwołali by się nawet do Hioba. Tylko, że Hioba w końcowym efekcie docześnie wynagrodzono a tą kobiete równie spotka szczodry los ? Wyglądała mi ona na około 40 lat (a może życie z problemami ją tak postarzało) Raczej w tym wieku ponownie nie zdecyduje się na drugie dziecko. Tym bardziej, że dopóki żyje to chore to niemożliwym staje się opiekowanie niemowlęciem. .Do tego dochodzi obawa, że kolejne może okazać się równie chore. Ojciec dziecka po dwóch latach nie wytrzymał i zostawił kobietę z problemem. Kobieta zrezygnowała z kariery zawodowej, życia prywatnego i przez 24 godziny na dobę jest opiekunką, terapeutką, matką, pielęgniarką i to przez 11 lat.

Dziecko i tak dokończy żywota, bo "sukces medycyny" to licencja tymczasowa i z upływem wiosen bywa coraz mniej skuteczny. Jednak nowoczesna wiedza medyczna z pewnoscią jeszcze zagwarantuje tej kobiecie kilka lat tej "jej miłości" do swego dziecka tylko co dalej ? Kto tej kobiecie na starość pomoże, skoro po śmierci dziecka zostanie całkowicie sama ? Zadajcie sobie pytanie. Co by było, gdyby dziecko zmarło przy porodzie bo "sukces medycyny" by nie został osiągnięty ?  Żałoba,  może kilka miesięcy bólu i dalej normalne życie. Bo człowiek jest psychicznie silny jak musi. Prawdopodobnie kobieta by zdecydowała się na kolejne dziecko, które z dużym prawdopodobieństwem urodziło by się zdrowe. Fecet by jej nie zostawił. A jeżeli nawet to poznałaby innego - może lepszego. Kariera zawodowa, jakaś własna samorealizacja ? Życie by było życiem. Przypominało by takie jakie ma zapewne większość z nas. 

Być może nikt z nas nie mających takich problemów nie dozna takiej miłości od swojego dziecka jaką ona otrzymuje a w zasadzie domyśla się jej, bo jak napisałem dziecko posiada spore ograniczenia w okazywaniu czegokolwiek. Humanista pomyśli : szczytna idea, wręcz esensja człowieczeństwa. Odpowiem.  Może tak - wszak to idee wyznaczają standardy postępowań. Tylko dlaczego cierpienie traktuje się w tym wszystkim jako coś szlachetnego ? Dla mnie sukces medycyny jest jak ktoś był chory a dzięki niej jest w pełni zdrowy lub na tyle, że choroba nie przekadza w normalnym społecznym funkcjonowaniu.. 


piątek, 17 stycznia 2014

Sklep w Poznaniu z płytami


W końcu ktoś zauważył i chć na portalu Poznań nasze miasto zamieścił kilka słów. Korzystam z tego sklepu więc z całą powagą polecam go innym. Nie boję się przy tym, że ktoś mi coś z przed nosa sprzątnie bo i tak mam specyficzny gust i omijam płyty zbyt dobrze znane a te wszak sa najczęściej kupowane. Zwiększenia cen też się nie boję, bo rynek szerszy to reguluje niż pojedyńczy sklepik. Poza tym jeżeli wyginą zbieracze płyt to również wraz z nimi zginą kolecje płyt a ich wartość spadnie do zera. Dlatego propagujmy kupowanie płyt, bo dzięki temu pozyskamy kolejnych fanów a oni zapewnią ciągłość dla wartości naszej kolekcji.. Polecam wszystkim wpaść na portal naszego miasta Poznania i poczytać. Oto link bezpośredni: 


Zdjęcie zamieszczone pochodzi ze strony z artykułem. Proponuje pani Agnieszce Goździejewskiej autorce tego reportażu by pokusiła się o szerszy artykuł i pokazała całe piękno tej pasji jaką jest kolekcjonerstwo płyt. 

Double - Blue (1985), Dou3le (1987)


Płyta, którą dzisiaj opisuje przeleciała jakoś bokiem w tym 1985r. Może wtedy nie był to dobry okres dla takiej muzyki.Z drugiej strony gdyby na to spojrzeć z perspektywy mody na róznorodności tamtego okresu to w końcu kiedy był dla niej czas dobry, jak nie własnie w latach 80tych ? Co do samego zespołu to w pamięci większości utkwił zapewne tylko singlowy hit "The Captain of Her Hear", pochodzący z tego albumu. Obił się on na chwilę o listę przebojów trójki, później w podsumowaniu roku w programie Peters pop show (produkcji telewizji niemieckiej. U nas prezentowany we fragmentach w sylwestra) zagrali ten kawałek w towarzystwie pop gwiazd roku 1985 i ślad się urwał. Myślę, że po kilku miesiącach większość zapomniała ten kawałek. Do łask wrócił w okolicach połowy lat 90tych za sprawą składanek płytowych zawierających przegląd piosenek z lat 80tych. Sporadycznie też dało się go usłyszeć w radiu. Grupie Double przeczepiono łatkę zespołu jednego przeboju. Czy sprawiedliwie ? Myslę, że tak ale twórczość Double to muzyka kierowana do innego odbiorcy niż fan top hits. Pewnie, że sukces komercyjny jest dla artytów sprawą ważną bo artyzm artyzmem a zapłacić za prąd trzeba ale panom Kurcie Maloo i Felixie Haug widać bardziej po drodze było ze swoją muzyką niż z "zapotrzebowaniem rynku". Ile w ich muzyce jest z popu a ile z jazzu lub rocka ocenić może tylko ten kto posłucha przynajmniej kilka razy tej płyty. Płyta jak na silnie zabarwioną jazzem jest wyjątkowo łatwa w odbiorze. Zdecydowanie jej klimat to wieczór i elegancka kolacja. Tak przymiotnik "elegancki" idealnie pasuje tu do opisu tej muzyki. Wszędobylska eletronika lat 80tych tutaj mimo, że występuje nie przytłacza. Kompozycje z pewnością zabrzmiały by równie świetnie, gdyby użyto tylko instrumentów akstycznych. To jest siła, która pozwala Kurtowi do teraz na swoich koncertach grać repertuar z tej płyty i to nie koniecznie na zasadzie odcinania kuponów od wcześniejszych sukcesów. Gdybym miał osadzić stylistycznie ten zespół (w zasadzie duet) między innymi wykonawcami z lat 80tych to położyłbym go na tej samej półce co Bonnie Bianco, Basia Trzetrzelewska, no i częściowo może nawet Black. 


Kilka teraz banałów bo w końcu młodzież może to czytać. Zespół Double nawet na rynku europejskim był pewną egzotyką pochodzeniową. Mało artystów wypłynęło ze Szwajcarii pomimo tego, że to środek muzycznej Europy (wiem, wiem... padną zaraz przykłady Lacrimosa, Krokus czy pop stars D.J. Bobo... ale poza tym już nie wiele da się wymienić tak z pamięci) Zespół tworzyli głównie Kurt Maloo oraz Felix Haug. Sami komponowali i aranżowali swoje utwory. Jako zespół Double wydali tylko dwie płyty poprzedzone tzw Epką.Po rozwiązaniu grupy Kurt poszybował sobie w kierunku muzyki niszowej. Wydał nawet jakieś solowe płyty ale nie słuchałem ich więc pominę ten wątek, zaznaczając tylko sam fakt takiej jego działalności. Felix Haug zaś z powodu chorego serduszka opuścił świat w 2004r. To w zasadzie wszystko co można się dowiedzieć czytając to tu, to tam o tej grupie.

Czas napisać kilka słów o zawartości płyty "Blue" . Otwiera go jeden z czterech singli promujących całość "Woman Of The World". Trąci on rytmem Bossa Nova czyli dość rześko rozpoczyna się ta płyta ale w połączeniu z leniwym wokalem Kurta (dodam, ze wspaniałym i ciepło brzmiącym, trochę pod Blacka- tego od Waonderful life) studzi całość nie dając się kompozycji rozpędzić. Kapitalnie wyorzystali w tej kompozycji trąbki. Druga kompozycja nieco w kierunku tanecznym zaaranżowana.Świadczy o tym choćby rytm przeniesiony prosto z sal dyskotekowych połowy lat 80tych. Oczywiście rytm to nie wszystko. Okraszenie perkusji jazzującym pianinem oraz saksofonem dało tej piosence bardziej charakter muzyki do słuchania. Ale pokiwać się można zawsze.Zaraz po niej jest dzieło wybitne z którego każdy kojarzy zespół "The Captain of Her Heart". Przepiękna ballada zaśpiewana z feelingiem jazzowym a całości uroku dodaje motyw grany co jakiś czas na fortepianie. Niby to tylko 16 nut ale sprawiły one że piosenkę zapamiętuje się od razu. Stronę A płyty zamyka kolejny singiel "Your Prayer Takes Me Off". Słaba według mnie rzecz i trochę nawet mnie męcząca . Druga strona za to już cieszy uszy klimatem swingującym. Mamy na niej kolejne cztery kompozycje z któych absolutnie wyróznia się urodą zamykająca piosenka "Tomarrow". Zresztą lansowana jako ten ostatni z niej singiel.

Double -  The Captain of Her Heart - 1985 


Dla kogo jest ta płyta ? Głównie dla tych którzy nie szukają w muzyce banalnosci. Uwielbiają ciepło brzmiące wokale, klimat przyciemnionych lokali, dźwięk pianina, saksofonu czy nawet trąbki. To muzyka z duszą, tworzona na rynek z muzyką popularno - rozrywkową, ale przemycono do niej trochę "niszy". Te smaczki jazzowe nie zaczkodziły. Twierdzę nawet że dodały pewnej oryginalności całości i to one czynią z tej pozycji album wyjątkowo dobry i mało powtarzalny.



Uzupełnię wpis jeszcze o kilka zdań na temat kolejnego albumu tego zespołu i zarazem ostatniego w krótkiej dyskografi. Wydany w 1987r był stylistyczną kontynuacją tego co zawierał "Blue". Jego tytuł "Dou3le" - tak tu nie ma błędu. Literę B zatąpiono cyfrą 3, oznaczającą kolejność tej pozycji w dyskografii. Jak płyta wceśniejsza również ona posiada swój wielki hit "Gliding".


Double -  Gliding (1987) 

Niestety mniej spopularyzowany został. Całość płyty stoi na równym bardzo wysokim poziomie jak poprzedniczka i tak naprawdę nie umiem ocenić która z tych dwóch płyt jest lepsza. Jeżeli komuś zaiskrzy taka muzyka to obie płyty należy potraktować jako jedno wydawnictwo i sprawić sobie komplet.Jako ciekawostkę dopiszę, ze widziałem na Allegro płytę "Blue" wydaną na niebieskim winylu. No cóż... dla mnie i wersje normane na czarnym tworzywie mają wartość nietylko sentymentalną tym bardziej, żeobie  kupiłem całkowicie przypadkowo. Zwłaszcza płyta "Blue" trafiła mi się w komisie. Gdy ją ujrzałem  to wiedziałem że  będzie moja..Z "Dou3le" zaś było tak, że mając już "Blue" wszedłem na Allegro by sobie spojrzeć czy w ogóle bywa ta kolejna. Trafiłem na aukcje tej płyty która kończyła się za dwie minuty... Przeznaczenie ? Kupiłem za cenę minimalną...


Dla pełnego opisu podaję track listy obu albumów

Double - Blue (1985)

"Woman of the World" (3:53)
"I Know a Place" (3:40)
"The Captain of Her Heart" (4:35)
"Your Prayer Takes Me Off" (6:20)
"Rangoon Moon" (4:01)
"Urban Nomads" (4:58)
"Love is a Plane" (3:40)
"Tomorrow" (4:35)

Double - Dou3le (1987)

"Fire in Disguise" (5:29)
"Gliding" (5:05)
"Lakes in the Desert" (4:43)
"Circles" (5:18)
"Prove Your Love" (3:52)
"(You Don't Let Me Get) Close Enough" (4:46)
"Silent Mountain" (4:42)
"Devils Ball" (4:29)

Na zakończenie

Przepraszam ewentualnych czytelników za to że mniej piszę ale niebawem i o tym na blogu będzie. Płyt przybywa mi sporo i w kolejce coraz więcej albumów. Przyznam się, że do niektórych nie wiem jak się zabrać bo muzycznie znam je na pamięć jednak są to artyści obecnie tak mało popularni, że trudno gdziekolwek dowiedzieć się o płycie na tyle coś istotnego by nie walnąć gafy.Co  do wielkich płytowych klasyków o których napiano wszystko jeśli nie potrafię nic dołożyć to milczę. Staram się by pojawiały się u mnie płyty nigdzie wcześniej nie opisywane. Niebawem zamieszczę kilka moich wpisów archiwalnych, które juz gdzieś napisałem a chciałbym by znalazły się one też tu na blogu.. 

Pozdrawiam wszystkich w tym nowym roku pełnym nadziei