środa, 5 listopada 2014

Pet Shop Boys - Disco (1986) - recenzja




Zawsze miałem problem z klasyfikowaniem tej grupy. Szufladka "muzyka dyskotekowa" jakoś nie pasuje do obrazu tej grupy. Z drugiej strony gdyby tak się zastanowić to muzyka komponowana przez ten duet adresowana jest w większości jednak do odbiorcy klubowego (w domyśle dyskotekowicza). Przyjąć więc należy, że to jednak muzyka taneczna, bo w tym celu powstawała. Problem mój w odpowiednim umiejscowieniem grupy polega na tym, że byli oni muzyczną alternatywą w dość wąskim wtenczas nurcie muzyki disco. Na parkietach królowało w wtedy w pełni italo disco oraz euro disco, które wszelkie wzorce stylistyczne i tak głównie podpatrywało u Włochów co sprawiało, że oprócz nazwy mało co się  różniły od siebie te dwa kierunki. Pet Shop Boys dało się zauważyć już po wydaniu pierwszego singla "West End Girls", który nawet w naszym dość opóźnionym radiu pojawił się dość szybko. Nie pamiętam by był on lansowany na dyskotekach. Sporo róźnił się stylistycznie od tego co wtedy było modne. Raczej grupa postrzegana była jako oryginalna ciekawostka niż materiał na parkiety klubów studenckich. Dość szybko po singlu pojawiła się płyta długogrająca i ona to przyniosła grupie status zespołu pierwszoligowego. Teledyskami z niej zasypał nas Szewczyk w Wideotece a firma Wifon wpisała do planowego programu wydawniczego pozyskanie licencji na wydanie kolejnego albumu. (no może przesadziłem z tym Wifonem, bo nie sadzę by decyzja powiązana była bezpośrednio z ukazaniem się debiutu). 


W okresie wydania pierwszego albumu zespół był mi prawie obojętny. Dostrzegłem jedynie "West end girls" (pamiętna premiera w Studio Stereo w 1986r - singlowa) oraz "Suburbia" - ta zaś za sprawą wersji z płyty "Disco" (Płytę "Please" poznałem później) Z każdą kolejną płytą zespołu weryfikowałem swoje poglądy i coraz przychylniej do tej grupy się nastawiałem. Płyta "Disco" na bardzo długi okres była jedyną, którą ceniłem w sposób szczególny. Pełna weryfikacja i wstawienie grupy na odpowiednio wysoki piedestał nastąpił u mnie dopiero w latach 90tych. Wracając do tematu "Disco". Panowie przed wydaniem drugiego longplaya "Actually" sprawili niespodziankę i wydali płytę pod tytułem "Disco". Ten album w zasadzie zawierał tylko sześć kompozycji z czego cztery pochodziły z płyty wcześniejszej. Taka mała ilość tytułów niech nie będzie zmyłką co do długości całej płyty. Czasy piosenek wzrosły co do pierwowzorów o kilka minut a i dwie premierowe nie były krótkie. Całość albumu to 46 minut co obecnie może i nie powala ale wtedy dla wydawnictwa winylowego był to całkiem normalny czas całości materiału. Po pierwszym odsłuchaniu całości albumu nie sprawia on wrażenia, by serwowano nam aż tak wielką róznicę jeśli chodzi o aranż względem albumu wczesniejszego. Tytuł  "Disco" również nie zobowiązał zespołu by zabrzmieli na niej jak Modern Talking. Owszem słyszalne jest zwiąkszenie akcentów w rytmie. Kilka ciekawych didżejskich wstawek i przejść, które tak naprawdę zaszaleją w muzyce dopiero z chwilą pojawienia się muzyki house . W świadomości ówczesnych słuchaczy albumy "Disco" i "Please" funkcjonował praktycznie w tym samym okresie. Jakimś trafem w tym 1986r pozyskałem płytę "Disco" na kasecie oryginalnej, tak więc prawdziwą przygodę z muzyką tej grupy rozpocząłem właśnie od tego wydawnictwa. Płytę obecnie oceniam bardzo dobrze i uważam ją za bardzo równą pod względem przebojowości poszczególnych piosenek. Wtedy jednak wyróżniałem tylko z niej dwa kawałki."Suburbia" - wydłużoną i "odrobinę przerobioną" wersję przeboju z "Please" i premierowe "Paninaro" które chyba jako jedyne najbardziej trzymało klimat piosenek dyskotekowych tamtego czasu. Zresztą nawet opatrzono go dopiskiem Italian remix. Do dziś pamiętam, że w tej piosence 43 razy pojawia się słowo tytułowe (nie sprawdzałem od owego 1986r ale pamięć chyba mi nie płata figla... przez ciekawość liczyłem). Utwór wydawał się strasznie długi, strasznie monotonny a przy tym nie zatracał przebojowości. Monotonia i przebojowość ? Brzmi to może jak paradoks ale spokojnie. Jeszcze kilka piosenek potrafiłbym wskazać gdzie połączenie przebojowości z monotonią samej kompozycji jest czy raczej było możliwe.

"Paninaro" - wersja zdecydowanie krótsza niż na albumie 

Nie będę z tej płyty wydzielał, które piosenki są lepsze a które gorsze. Jak wspomniałem to bardzo równa płyta a preferencje co do poszczególnych jej fragmentów u osób ją znających rozkładają się prawie po równo i bardziej decydującymi czynnikami wyznaczającymi różnice wartościujące są własne wspomnienia  niż kwestie muzyczne. W moim przekonaniu płyta "Disco" zupełnie (może poza "Paninaro") nie wpisywała się w nurt naszych polskich dyskotek. Była za to doskonałym uzupełnieniem pierwszego albumu. Była czymś w rodzaju super maxi singla, który zawierał doskonałe alternatywne wersje znanych już czterech piosenek oraz poszerzał dodatkowo wydany repertuar o dwie kompozycje. Zresztą chyba własnie te dwie piosenki  najbardziej po przesłuchaniu zapadają w pamięci na tym albumie. Kolejne płyty tego zespołu były według mnie już bardziej dyskotekowe niż album dzisiaj omawiany (zawierały przynajmniej po jednym bardzo dużym przeboju, który królował na parietach w naszym kraju) ale również chcąc być zawsze ten krok do przodu przed innymi Pet Shop Boys coraz więcej zaczynało wplatać do swojej twórczości elementów muzyki house. Jedno jest pewne, albumem "Disco" zespół Pet Shop Boys zapewnił sobie na rynku na stałe opinię artystów "z górnej półki" muzyki dance. Nikt nie ośmieli się nawet wśród ignorantów stylistycznych postawić ich w tym samym szeregu co twórczość Dietera Bohlana (przy całym szacunku dla zasług tego pana). Panowie Neil Tennantt oraz Chris Lowe nagrywając tą płytę potwierdzili , że nie są już tylko muzykami ale są również artystami. Sami twórcy płytę "swoje dziecko" trochę lekceważą lub uważają ją tylko jako pewien dodatek. Swiadczy o tym to, że w reedycjach w początku lat dwutysięcznych została ona przez nich pominięta. 

Mam osobisty sentyment do tej pyty. Po pierwsze jak już pisałem to od niej rozpoczałem poznawanie ich muzyki. Album "Please" pozanałem w całości dopiero w kilka lat później. Gdzieś w okolicach ukazania się ich czwartej płyty. Po drugie był chyba może dopiero 20 pozycją w mojej skromnej kolekcji oryginalnych kaset wykonawców zagranicznych. Po trzecie - okres "katowania" siebie tym albumem przypadł idealnie w okres, który uważam za najbardziej beztroski w moim całym życiu.To wystarczajace powody dla mnie bym uznał go za najlepsze osiągnięcie tej grupy.

Grupa  Pet Shop Boys podobny zabieg z "płytą  uzupełniającą"  zrobiła w 1994 wypuszczając płytę "Disco 2" oraz w kolejnych latach jeszcze Disco 3 (2003r) i Disco 4 (2007r)

Traklista

Strona A

"In the Night" (Arthur Baker's Extended mix) – 6:28
"Suburbia" (Julian Mendelssohn's Full Horror mix) – 8:56
"Opportunities (Let's Make Lots of Money)" (Ron Dean Miller and Latin Rascals' Version Latina) – 5:34

Strona B

"Paninaro" (Pet Shop Boys and David Jacob's Italian mix) – 8:35
"Love Comes Quickly" (Shep Pettibone's Mastermix) – 7:38
"West End Girls" (Shep Pettibone's Disco mix) – 9:03

1 komentarz:

  1. W 86 to leciały w radiu płyty w całości to sobie nagrałem, tak znam to dobrze

    OdpowiedzUsuń