czwartek, 21 lipca 2016

Shakin' Stevens - There are two kinds of music..Rock & roll (1990)



Tak zgadza się. Bardzo lubię Shakina Stevensa. Nie sądziłem tylko, że kiedykolwiek nadejdą takie czasy, gdy to moje upodobanie będzie niszowe. Przy okazji wcześniej recenzowanej płyty tego artysty napisałem na czym polegała oryginalność tego artysty. Również wymieniłem przyczyny sukcesu tego wykonawcy. Dlatego odsyłam zainteresowanych do wcześniejszego tekstu. Dzisiaj postanowiłem przedstawić płytę, którą uważam za najlepszą w całej jego karierze. Nikt prawie do tej muzyki nie wraca. Dlatego obecnie jedna z najjaśniejszych gwiazd lat 80tych w muzyce pop to nisza i to taka, która nie dorobiła się nawet określenia "oldschool".

Płyta "There are two kinds of music..Rock & roll" wydana została w 1990r. W tym czasie Shakina Stevensa praktycznie już się w  Polsce nie słuchało. Świat w 1990r zmieniał się a wraz z nim i muzyka. Daleko było temu artyście od względem popularności do czasów pierwszej połowy lat 80tych. Tak w zasadzie płytą "Lipstick, Powder and paint" z 1985r pomimo sporego przeboju jaki przyniosła rozpoczął się powoli spadek zainteresowania w popkulturze tym artystą. Kolejne pozycje w dyskografii  paradoksalnie pomimo coraz lepszych na nich piosenek, nie osiągały zakładanych sukcesów. Dlatego kto tak naprawdę jeszcze w 1990r interesował się Shakinem ? Na pewno już nie ta nastolatka z 1984r robiąca maślane oczy do przystojniaka w białych butach, kręcącego biodrami. Stevensa w tamtym okresie powiedzmy sobie szczerze nikt już prawie nie słuchał, a płytę o której próbuję coś napisać doceniono tak jak i w moim przypadku grubo później. "There are two kinds of music..Rock & roll" to album adresowany przede wszystkim dla miłośników rock and rolla,  a dopiero później samego Shakina. Zawiera dwanaście kompozycji z czego część tradycyjnie napisał sam Shakin lub jego nadworni kompozytorzy, a część zapożyczono z klasyki gatunku. Zakrojona kampania promocyjna, oraz spora ilość wydanych singli miała przełamać impas tego artysty i ponownie rzucić go w centrum zainteresowań muzycznych młodzieży. Nie udało się. Otrzymaliśmy jednak dzięki temu oprócz albumu, także pięć singli i to również w wersjach 12''. Jako pierwszy pojawił się "Love Attack". Później wydano " I Might", "Yes I Do", "Pink Champagne" oraz "My Cutie Cutie". Każdy singiel dorobił się teledysku nadawanego w MTV. Tak po prawdzie nie kojarzę z tamtego okresu ani jednego klipu z tego albumu w telewizji polskiej. Większość teledysków z tej płyty poznałem dzięki DVD "Collection" jaką swego czasu nabyłem.

Na tej płycie według mnie wśród doskonałych wszystkich kompozycji najbardziej wybija się aż pięć piosenek i to nie koniecznie akurat są to te zawarte na singlach. "Yes I Do" to pierwsza z nich. Trochę rytmem przywodzi na myśl "Cry Just a Little Bit" ale zdecydowanie więcej w nim rock and rolla przez co i bardziej zadziorny to kawałek i co najważniejsze nie przesłodzony, jak w tym wiadomym hicie z 1983r. Kolejny hit tym razem pominięty w promocji, ale wychwycony choćby przeze mnie to "Tell me". Klimatem przypomina mi "Shirley" i z pewnością jest równie przebojowy, a zważywszy na to, że "Shirley" to zgrabnie zagrany cover piosenki znanej z wykonania Johna Freda. (choć w tym 1982r mało kto wiedział o tym - w tym i ja) to "Tell me" błyszczy w sposób szczególnie dobry. "Pink Champagne" będący zarazem czwartym singlem, oficjalnie okazał się chyba największym przebojem z tego albumu, zresztą faktycznie to najbardziej chwytliwy kawałek wpadający w ucho. Perełką bez dwóch zdań jest na tej płycie rewelacyjny rock and roll "My Cutie Cutie" nawiązujący jakością do najlepszych standardów tego gatunku. Ta kompozycja to "Johny B. Good" lat osiemdziesiątych. Świetnie zaśpiewana, zagrana i nagrana oraz wyprodukowana. Nakręcono do tej piosenki  również wideoklip i to bardzo udany. Zresztą to nie jedyny udany klip z tej płyty. Z bardziej znanych kawałków rock and rollowych na tym albumie mamy "Tear it Up" (wcześniej -Johnny Burnette Trio) oraz "Queen of the Hop" (wcześniej m.in. Bobby Darin i Dion). Shakin "Queen of the Hop" nagrał na tym albumie po raz drugi, gdyż miał tą piosenkę już wcześniej wydaną na płycie jeszcze z okresie The Sunsets. Porównując te dwie wersje można dostrzec jaką drogę jakościową przeszedł ten artysta. Wersja pierwotna Shakina pamięta wszak jeszcze czasy gry z zespołem The Sunsets i pochodzi z początków lat 70tych. Jest surowa i brzmienie ma bardziej garażowe niż studyjne. Wersja nagrana w 1990r jest krystalicznie czysta i porywa sobą niczym pierwotnie Bob Darin (w okresie gdy romansował z rock and rollem). Na płycie nie mogło zabraknąć choć jednego "słodkiego kawałka". Za taki robi tu kompozycja "If i lose you". Może nie jest to wybitna piosenka, ale trzyma spokojnie poziom "Becouse i love you".
"There are two kinds of music..Rock & roll" to także powolne żegnanie się z firmą Epic, dla której nagrywał przez wiele lat. Wypuszczono na rynek z logo Epic jeszcze tylko album świąteczny, oraz singla zamieszczonego na składance podsumowującej okres jego pobytu w firmie. Płyta w mojej ocenie jest doskonała i klasycznie rock and rollowa i co już wspomniałem świetnie jest zrealizowana. Na żadnej brzmienie i dynamika nie jest tak dobra jak właśnie na tej. Jej dostępność na rynku wtórnym jest ograniczona. Pomimo całkiem dużego nakładu nieczęsto bywa na aukcjach w Polsce. Na Ebayu znacznie łatwiej ale i tak trzeba liczyć się z tym, że zapłacimy za nią te czterdzieści złotych więcej niż  w przypadku wcześniejszych wydawnictw.


01 Love attack
02 I might
03 Yes i do
04 You shake me up
05 Tell me
06 Tear it up
07 My cutie cutie
08 The night time is the right time
09 Pink champagne
10 If i lose you
11 Queen of the hop
12 Rockin' the night away

Pink champagne - oficjalny klip
My Cutie Cutie - Oficjalny klip
Love atack - Oficjalny klip
Yes I Do - Oficjalny klip
 I Might - Oficjalny klip

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz