sobota, 7 lutego 2015

Top 100 ulubionych płyt jadisa - czyli moje upodobania w pigułce cz 3 (pozycje od 60 do 41)



Kolejna odsłona mojej listy.Tym razem płyty z trzeciej dwudziestki. Wybory zaczynają być coraz mniej kompromisowe i coraz dokładniej przyporządkowane zostają do własciwych im pozycji.Zapraszam do przeglądu.

Miejsce 60 -  Eric Carmen - Eric Carmen (1975)

Debiutancka płyta i zarazem najlepsza w jego dyskografii. Dodam w dyskografii dość skromnej. Album jako całość sprawia wrażenie bardzo lirycznego choć są tu utwory i żywiołowe.  Jak na płytę z top 100 przystało całość materiału na niej to rzeczy bardzo dobre. Największe ozdoby z niej to dwie ballady,  Obecnie bardzo niedoceniane  i zapomniane  króciutkie „Everything” oraz „All by myself” przeżywające co jakiś czas swoją drugą młodość za sprawą coverów. Dodam tylko, że kto nie słyszał „All by myself” w wersji z tej płyty a zadawalał  się wersjami singlowymi czy radiowymi (zazwyczaj to samo) to nie słyszał tej piosenki wcale. Wersja z albumu dłuższa o kilka minut i ładniejsza przez to co wycięto z singla o 100 %.

Miejsce 59 - Savage – Tonight (1985)  

Rodowód artysty to styl Italo disco. Jak widać i w tym gatunku byli ludzie zdolni  i potrafiący stworzyć płytę na miarę mojego artystycznego zachwytu. Pewnie w notowaniu jej odegrała rolę i to niepośrednią mój sentyment do czasów gdy była ona tłem wielu fajnych spotkań z ludźmi.  Do tej pory często jej słucham, choć niektóre wersje piosenek  wolę w opcjach pochodzących z remiksów lub maxi singli.

Miejsce 58 -  Ultravox – Collection (1984)

Wygrała w doborze od tej grupy płyta składankowa. Albumy gdyby startowały jako całości oddzielne pewnie zajęły by pozycje zdecydowanie niżej. Na tej płycie jest praktycznie cała esencja Ultrovox. Płyta bez skazy. Zawierająca  jako zbiór zestaw utworów, którego lepiej bym sam sobie nie poskładał. Była kiedyś do wypożyczenia w bibliotece  im. Raczyńskiego na Pl. Wolności w Poznaniu.

Miejsce 57 -  Thompson Twins - Into The Gap (1984)

Wspaniały synthpop definiujący popkulturowo początek lat 80tych. Niedawno pisałem o niej na blogu. Co ciekawe w latach gdy się pojawiła ceniłem z niej tylko piosenki singlowe. Z czasem zyskiwała, zyskiwała aż nastały dla niej czasy u mnie „tłuste” i polubiłem ją w całości.

Miejsce 56 -  OMD – The Best of(1988)

Pewnie wielu sięze mną nie zgodzi ale OMD  to głównie grupa singlowa. Płyty mieli nierówne i obok świetnych piosenek sporo bawili się panowie w eksperymenty dźwiękowe i twórcze. Podobnie jak w przypadku Ultravox  wybrałem składankę. OMD na niej umieścili wszystko co najlepsze. Jedyny zgrzyt na niej to brak piosenki „Telegraph” – duży błąd i ten brak razi mocno.

Miejsce 55 -  The Twins - A Wild Romance (1983)

Zespół o rodowodzie nowych romatyków sprowadzony po tej płycie w opini ogólnej u ludzi do gwiazd disco, Popularność czasami szkodzi bo jak coś jest za ładne to należy to szybciutko zgnoić. Jedna z najlepszych płyt synthpopowych wszech czasów. Doskonała produkcja. Rewelacyjne brzmienie. Doskonałe wyczucie melodii .

Miejsce 54 -  Mostly Autumn - The Spirit of Autumn Past (1999)

Zespół zaliczany muzycznie do progrsywnego  towarzystwa. Jedna z najciekawszych propozycji ostatnich kilkunastu lat. Ten album uważam (nie tylko ja) za jeden z ich najlepszych. Trudno definiować styl tej grupy. Z pewnością sporo floydowskich solówek. Ogólnie suchając  jej  mam wrażenie jakby muzyka stanowiła ilustrację. Piękna, barwna i bogata artystycznie płyta. Klimaty dominujące to refleksja i romantyzm.

Miejsce 53 -  Kim Wilde - Select (1982)

W 1982r w okresie gdy na punkcie Kim Wilde miałem “palmę” ten album był dla mnie jak św. Gral. Każdy o nim słyszał że się ukazał, nikt go nie miał, nikt nie widział a każdy chciał mieć. Zdobyłem go na kasecie dopiero gdzieś w okolicach 86 może 87 roku. Wtedy też poznałem jego zawartość. 

Miejsce 52 -  Muse - The Resistance (2009)

Jeden z nielicznych dla mnie zespołów z nowszego pokolenia, który coś w sobie ma. Coś co sprawia, że nawet pokolenie starsze doskonale akceptuje jego twórczość. Ta  płyta jest w kilku miejscach wręcz genialna  a  w pozostałych po prostu bardzo dobra.

Miejsce 51 -  Nena – Nena (1983)

Wybrałem debiut  ale kolejna płyta Neny  „?” zasługuje na to samo miejsce.  Nena z czasem za całokształt w twórczości i karierze zdobyła moje wielkie uznanie. W 1983/84 była dla mnie popularną artystką z Niemiec, którą lubiłem i tyle. Z latami i kolejnymi płytami podziw rósł i obecnie chyba należy ona dla mnie do grona artystów wybitnych bez której nie wyobrażam sobie mojego świata muzyki.

Miejsce 50 -  White Door – Window (1983)

Płyta zwłaszcza u nas w Polsce owiana legendą. Dlaczego ?  Odsyłam do swojej recenzji. Doskonała produkcja i wspaniałe piosenki. W moich uszach  poziom albumu na równi z dziełem Alphaville  „Forever Young”. Długo nieosiągalna płyta na CD.

Pozycja 49 -  Alphaville - Forever Young (1984)

Genialne a zarazem przebojowe dzieło zespołu z Niemiec. Jedna z najpopularniejszych płyt w latach 80tych. Każdy ją zna. Większość lubi i to nawet tacy z zacięciem rockowym. Płyta sythpopowa. Cztery single z niej stały się przebojami a fani na przekór temu jako najlepsze pozycje z płyty wskazują inne piosenki. Taki jest to album – doskonały i przebojowy

Pozycja 48 -  Depeche Mode - Black Celebration (1986)

Album,  który otworzył  okres  "dojrzały" w twórczości grupy. Dojrzeli panowie bowiem do tego by całkowicie podporządkować swoją muzykę koncepcji wizerunkowej grupy. Niektórzy z członków Depeche Mode żyli już wtedy w „swoim świecie” i postanowili go zgrabnie przenieść na produkcję muzyki. Absolutny fenomen dla mnie to piosenka „A Question of Lust”  oraz „A Question of Time” Wraz z kolejnym albumem stanowi ta płyta „duet  szczytowego osiągnięcia” zespołu. „Violator” był  później już tylko dodatkiem potwierdzającym wysoką formę artystyczną. Szczyt artystyczny  to „Black Celebration” oraz „Music For The Masses”

Pozycja 47 -  AC/DC - If you want blood you got it (1978)

Jedna z najlepszych koncertówek jakie słyszałem a zarazem doskonałe podsumowanie okresu działalności z  Bonem Scottem. Jest tu wszystko z wyjątkiem „Highway to Hell”, no ale to się miało dopiero ukazać. Płyta oddaje dobrze klimat koncertu. Repertuar całkowicie oparty na przebojach zespołu tak więc brak słabych punktów. W „Let There Be Rock” chyba najlepsza solówka gitarowa wszech czasów albo jedna z najlepszych. W latach 80tych marzyłem by gdzieś kupić choć  kasetę z tym materiałem. Udało się pozyskać i to na prawdziwie oryginalnej kasecie co w owych czasach było trudne. Płyty na oczy nie widziałem aż do późnych lat 90tych. Obecnie od kilku lat mam ją również na winylu.

Pozycja 46 -  Bee Gees - Spirits Having Flow (1979)

Płyta z okresu mojego pobytu w podstawówce.  Wtedy była to nowość. Maiałem do niej sentyment przez lata a obecnie również i uznanie. Bee Gees to muzyka z najwyższej półki jakościowej. Ta płyta pochodzi z okresu ich największej popularności. Całość materiału jest kapitalna i do dnia dzisiejszego słucha mi się tego doskonale.

Pozycja 45 -  Deep Purple - Slaves & Masters (1990)

Niedoceniana i często krytykowana płyta tej grupy. Może i jest to najlepsza płyta Rainbow nagrana jednak pod szyldem Purpli a może i nie. Dla mnie na tej płycie jest mnóstwo dobrej hard rockowej muzyki  i lubię ją w każdym jej calu. Im więcej na temat niej czytam w necie złego tym bardziej rośnie moje uwielbienie dla niej. Żałuję, że „The Battle Rages On” zostało nagrane już z Gillanem. Uważam,  że gdyby dalej pozostał Turner … pozostawiam niedomówienie.

Pozycja 44 -  Gazebo - I Like Chopin (1983)

Nietuzikowa płyta. Adresowana do odbiorcy pop. Sporo na niej brzmień syntezatorowych co sprawiło, że  Gazebo zaliczono do kręgu Italo Disco. Artysta pochodzi z Włoch ale repertuar oparł o piosenki śpiewane po angielsku. Co ciekawe niektóre z nich pomimo tego że osiągnęły olbrzymi sukces nigdy nie zostały przez niego nagrane po włosku. Płyta w całości bardziej do słuchania niż tańczenia choć to moja opinia. Jedna z najczęściej słuchanych przeze mnie płyt od kilku lat.

Pozycja 43 -  Smokie - Midnight Cafe (1976)

Kolejna płyta z mojego dzieciństwa. Lubię z niej wszystko. Znam (pamiętam) każdy trzask na płycie i to na egzemplarzu, którego już nie mam a na tym co mam teraz doskonale wiem co do sekundy kiedy mam podejść do gramofonu bo płyta będzie przeskakiwać. Tak , niestety trafił mi  się egzemplarz  z „historią”. Przyjdzie czas kupię w lepszym stanie. Zawartość muzyczna płyty to dla mnie najlepsze piosenki tej grupy. Każda według mnie góruje nawet nad „Alicją” czy „Meksykańską dziewczyną” czy „Kilkoma dolarami więcej”. Płyta zawiera niejedną wielką  perłę pomijaną na zbórkach hitów Smokie  np.: „What Can I Do”, „Little Lucy”, „Going Home”.

Pozycja 42 -  Abba - Super Trouper (1980)

Okres schyłkowy w szaleńczej popularności tej czwórki Szwedów. Doskonale odnaleźli się na niej  muzycznie w okresie przemian brzmieniowych i mody disco. „The  winner  takes it all” z tej płyt stał się u większości fanów najbardziej docenianą piosenką w całej karierze grupy. Do ABBY zawsze pałałem miłością olbrzymią a ta płyta jest dla mnie najlepszą ich pozycją i to nawet gdyby i tych najlepszych miało być kilka i miały one trafić w notowaniu ciut wyżej ;-)

Pozycja 41 - Nena - Nena feat. Nena (2003)  

Jak na odgrzewane danie to Nena wdrapała się tą płytą u mnie na bardzo wysoką pozycję. Na albumie znajdziemy jej największe hity opracowane ponownie ale bez sztucznego udziwniania. Piosenki po prostu dostały bardziej neutralny aranż tak by je ząb czasu już nie nadgryzał. Całość wyszła fenomenalnie. Doskonałe kompozycje, doskonały  głos, doskonały aranż.


C.D.N. - MYŚLĘ ,ŻE  NIEBAWEM...

czwartek, 5 lutego 2015

Etyka w szkole


Coś za bardzo ostanio emocjonalnie podchodzę do wszystkiego co przeczytam w necie . Ale czasami po prostu muszę.... jak to śpiewał Sztuhr ... bo inaczej się uduszę. Na gorąco.nie zważając, że to w sumie trzeci wpis już dzisiaj... a niech leci w czeluścia internetu mój kolejny głos w sprawie... Top 100ciąg dalszy i tak niebawem...

Rozpocznę cytatem ze strony http://www.santo-subito.pl/kancelaria.html

Ze względu na to, że coraz więcej rodziców zapisuje dzieci i młodzież na etykę, kilka informacji z tym faktem związanych:

Uczęszczanie na etykę jest publicznym zaparciem się wiary i Kościoła. Dziecko uczęszczające na etykę nie może być dopuszczone do I Komunii św. Kto po bierzmowaniu zapisuje się na etykę ( dotyczy licealistów i uczniów techników ) nie może otrzymać rozgrzeszenia, nie może pełnić w Kościele godności chrzestnego/ chrzestnej. Jeżeli chrzestnym/ chrzestną ma być uczeń liceum/technikum, musi przedstawić zaświadczenie od katechety o uczęszczaniu na katechezę.
Ponieważ młodzież po bierzmowaniu masowo odchodzi od Kościoła, termin bierzmowania przesuwa się na II klasę szkoły średniej.


Trudno aż komentować taki stos bzdur. Etyka nie jest niczym innym niż tylko działem Filozofii zajmujący się w sporej mierze kwestiami moralności. Jak widać w Polsce monopol na moralność ma tylko Kościół Katolicki i prawdopodobnie jeszcze uśpione ale powoli tworzące się jakieś grupy skrajnie islamskie. Chociaż myślę, że w naszym kraju organizacje tego typu nie mają czego szukać. Pewne środowiska już fanatyków wszelkiej maści zdążyły zagospodarować. Póki co jeszcze nie wchodzą Ci ludzie opasani granatami do supermarketów ale powoli pewnymi narzędziami już budują podłoże ideologiczne. Gdzie w nauce etyki znajduje się zagrożenie dla wiary ? Podobno albo się wierzy albo nie. Dlaczego dziecko nie może uczestniczyć w zajęciach jednych (Religia) i drugich (Etyka) jednocześnie gdyby chciało ? Poza tym dlaczego przedmiot w szkole nazywa się Religia skoro uczy się na niej tylko katechezy Kościoła Rzymskokatolickiego. Dziecko ucząszczające na nią nie zdobywa wiedzy o świecie a jedynie poznaje narzuconą formę światopoglądową do której się zdeklarował poprzez nie swoją wolę podczas chrztu świętego. Zresztą to, że Polska kiedyś przyjeła chrzest jako naród też nie było przejawem wiary a był to najzwyklejszy w świecie akt polityczny ale to tylko mała dygresja. Śmieszy mnie również w tym oświadczeniu argument dotyczący przeniesienia czasu bierzmowania na okres późniejszy. Proponuję przesunąć termin jeszcze o kilka lat to wtedy młodzież jeszcze dłużej będzie się udzielać religijnie. Myślę czasami, że problem tkwi jeszcze w czymś innym. Obecnie nauczyciele zwłaszcza etyki to ludzie bardzo dobrze wyedukowani o bardzo szerokich poglądach i bardzo zrównoważonym światopoglądzie. Potrafiący odpowiedzieć na wiele kwestii i odnieść się do sporej iości problemów, do których ludzie uczący katechezy nie są przygotowani. Po pierwsze ogranicza ich doktryna Kościoła. Po drugie braki kadrowe spychają do nauki Religii osoby mniej zdolne i z mniejszą wiedzą. Seminaria nie podlegają rankingom więc nie wiemy na jaki poziomie faktycznie kształcą, a gdy do tego dochodzą nas wieści o malejącej liczbie powołań, rodzi się podejrzenie, że ktokolwiek z maturą tam pójdzie ten się dostanie a jak już się dostanie to skończy. Przepraszam bo uogólniłem. Sam znam / znałem przynajmniej kilku księży gdzie mocno obraźliwie mogły by zabrzmieć moje słowa w zestawieniu z ich osobami. Tak więc w kręgach duchownych duzo jest ludzi naprawdę mądrych. Jednak fakt jest taki, że kiedyś ksiądz był zazwyczaj najbardziej wyuczonym człowiekiem w mieście czy na wsi. Dziś tak przywiązani do tradycji Kościoła duchowni zapominają, że z ambony mówią często do ludzi bardziej wykzałconych od siebie i niejednokrotnie o wiele mądrzejszych. Kościół pokory się nie uczy bo ponoć sam jest wielką pokorą. Tak więc wracając do cytowanego oświadczenia z parafii p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żernikach Wrocławskich wychodzi na to, że ktokolwiek uczy się Filozofii na studiach wyrzeka się wiary i publicznie się nawet jej zapiera.



źródlo : http://www.santo-subito.pl/kancelaria.html z dnia 5.02.2015r

Top 100 ulubionych płyt jadisa - czyli moje upodobania w pigułce cz 2 (pozycje od 80 do 61)



Dalsza część, czyli czwarta dwudziestka mojego prywatnego top 100 płyt, które darzę szczególnymi względami. Zauważyłem pewną nieścisłość w swoim zestawieniu polegającą na tym, że pewne płyty pominąłem, choc nie zasłuzyły na to. Powodem tego jest to, że niektóre płyty mimo wszystko nie ujęte w spisie posiadają w zestawieniu swoich rerezentantów (płyty zblizone jakościowo). Dla przykładu Gary Moore. Spokojnie mógłbym na tą pozycję dopisać jeszcze z cztery albumy tego artysty ale uznałem, że rerezentant z jednym tytułem wystarczy. W niektórych przypadkach jednak dodaję kolejne tytuły. Powodem tego jest ich spore znaczenie w moim świecie muzycznym i by to zaakcentować ująłem je w liście. Tyle tytułem kolejnego wstępu. Czas przedstawić kolejne pozycje na liście

Pozycja 80 -  Double -  Blue (1988)

Zespół okrzyknięty grupą jednego przeboju. Może to i prawda, że przebój naprawdę wielki mieli  jeden  ale reszta zawartości płyty to cudowna, spokojna muzyka. Trochę odcieni soft jazzowych. Urzeka album przede wszystkim wspaniałym lightowym klimatem. Bardzo niedoceniona płyta.

Pozycja 79 - Flash And The Pan -  Headlines (1982)   

Długo się zastanawiałem która płyta tej grupy powinna być tu podana. Przynajmniej jeszcze dwie bym wstawił  w to miejsce obok tej. Trudna muzyka do zaszufladkowania. Ma elementy sythpopu. Ma coś z nowej fali. Jedna z bardziej oryginalnych grup lat 80tych. Całość albumu oczywiście świetna.

Pozycja 78 -  Kiss - Double Platinum (1978)

Na tej płycie jest wszystko co Kiss mieli najlepszego do okresu albumu Dynasty. Praktycznie same killery rockowe. Dla mnie dodatkowo jest pewnym symbolem giełd płytowych wczesnych lat 80tych. Płyta była na każdym prawie stoliku. Okładka prosta ale bardzo charakterystyczna. Poza tym na albumiej znajdują się dwie pierwsze piosenki tej grupy jakie poznałem: Let me go rock n roll i Do you love me

Pozycja 77 -  Scorpions - World Wide Live (1985)

Koncert a zarazem swoiste The Best of. Niektóre wersje uważam za lepsze niż studyjne. Scorpionsi w pigułce. Świetna jakość i atmosfera , no i oczywiście reakcje publiczności stanowią o sile tego wydawnictwa. Jedna z najlepszych koncertówek jakie słyszałem. Zastanawiałem się czy nie wrzucić w to miejsce Thin Lizzy z koncertem ale zdecydowanie wolę Skorpionów.

Pozycja 76 -  Gary Moore - Wild Frontier  (1987)

Płyta z okresu gdy Gary grał soczystego rocka. Sporo przebojów. W całości poznałem ją stosunkowo późno bo po roku 90tym. The Loner dla mnie to najjaśniejszy fragment płyty ale reszta na niej świeci również swoim blaskiem. Wybrałem z całej dyskografii akurat tę z uwagi, że  jest najbardziej równa i w końcu to moja lista… a ta płyta podoba mi się najbardziej.

Pozycja 75 -  10cc - How dare you (1976)

Dziwna to płyta bo i dziwna muzyka. Na pewno do czynienia mamy z muzyką rockową a chwilami i pop  ale te rozwiązania aranżacyjne i zakręcone ładne melodie powodują, że płyta intryguje z  każdym przesłuchaniem. Znam ją od dawna  a do tej pory cały czas odnajduję nowe smaczki. 10CC to jedna z ciekawszych grup, która obecnie jakoś kuleje względem dawnej swojej popularności.

Pozycja 74 -  Omega -  Gammapolis (1978)

Tą grupę polubiłem całkiem niedawno. Może z dwa lata temu. Cały czas jestem na etapie poznawczej. Mam kilka płyt z bogatej dyskografii. Gammapolis jest albumem szczególnym. Ukazał się również w wersji anglojęzycznej ale dla mnie poprzez swoją egzotykę większą wartość ma w opcji wegierskiej. Płyta w  klimatach progresywnych ale bez przegięć „wycieczkowych” w krainę dźwięków niezrozumiałych. Na swój sposób bardzo melodyjna i łatwa w odbiorze.

Pozycja 73 -  Led Zeppelin - IV (1971)

Płyta wizytówka w świecie klasyki rocka. Gdyby usunąć z pamięci kilka hitów tej grupy zamieszczonych na innych albumach to „czwórka” Zeppelinów mogła by być traktowana jako Best of. Naprawdę wszystko na niej jest doskonałe. Najlepsza blues rockowa płyta jaką usłyszałem. Schody do Nieba ? Może i zgrane ale to nie pomniejsza wartości a nawet nobilituje. Gdyby kosmici pojawili się na ziemi i spytali mnie co to jest rock n roll to puścił bym im w odpowiedzi utwór nr. 2 z tego albumu.

Pozycja 72 -  Jadis - See Right Through You (2012)

Nie sądziłem, że doczekam się jeszcze tak dobrej płyty od tej grupy. Debiutanckim albumem byłem zachwycony a później juz tylko fragmenty mi się podobały. Ta płyta to dzieło sztuki. Chandler uwodzi  mnie swoją grą na gitarze  nieziemsko. Ponownie w utworach podkład muzyczny jest bardziej melodyjny od fragmentów które są śpiewane .To opanował do perfekcji.


Pozycja 71 -  King Crimson - In the Court ... Crimson King (1969)


Klasyk. Jedna z  pierwszych płyt progresywnych jakie poznałem. Na początku lubiłem tylko końcówkę płyty ale to było jeszcze w podstawówce, gdy wypadało wszystko lubić co wskazywały gazety jako coś ekstra. Płyta trochę już trąci myszką ale pomysły i sama muzyka to nadal pierwsza liga.

Pozycja 70 -  Pendragon – Passion (2011)


Najlepsza  ich płyta z okresu po  „Not of  This World”. Jeden z zespołów mojego życia. Bajkowy klimat pozostał ale podano tą muzykę już trochę przybrudzoną jakby podsłuchano rozwiązań u grupy Porcupine Tree. Z pewnością jest tu bardziej rockowo. Szkoda, ze tą drogą nie podążył Marillion. Nawet Barret umiejętnie schował swoje niedociągnięcia wokalne. Szkoda, że dalej idą tą drogą muzyczną.Myslę, że w tym odcieniu swojej działalnosci powiedzieli już wszystko.Czas na zmiany lub powrót do bardziej baśniowego grania. 

Pozycja 69 -  Pink Floyd - The Final Cut (1983)

Jedni lubią tą płytę inni uważają że to nie Pink Floyd a mi się podoba i koniec. Dopracowana. Przypomina mi trochę The Wall ale wiadomo w końcu dlaczego. Waters rządzi. Przyznam się. Chyba wolę Wattersa  niż Gilmoura jako kompozytora.

Pozycja 68 -  Knight Area - The Sun Also Rises (2004)

Płyta poznana już  w okresie mojej fascynacji neo progiem. Płyta doskonała i niestety tak dobra w karierze tej grupy jedyna. Łatwa w odbiorze pomimo skomplikowanej formy. Kolejna pozycja którą stale poznaję pomimo tego, że słuchałem ją już  dziesiątki (może setki - nie liczyłem)  razy.

Pozycja 67 -  IQ - Ever (1993) 

Poznałem tą grupę w tym samym czasie co Pendragon. Kupiełem wtedy dwie płyty. Tą i Pendragonu (obie w ciemno za sprawą rekomendacji Nawiedzonego). Z biegiem lat zdecydowanie wygrał u mnie  Pendragon ale ta płyta i tak jawi mi się olśniewająco. Mój początek przygody z muzyką neoprogresywną. Płytę kupiłem w okolicach 2000 roku. Również niewiele wcześniej ( może  dwa miesiące) stałem się stałym słuchaczem audycji Nawiedzone Studio. Tam zresztą IQ usłyszałem po raz pierwszy.

Pozycja 66 -  Renaissance -  Scheherazade And ... Stories (1975)

Zespół lubię od dawna. Poznałem przypadkiem w połowie lat 80tych ale tak naprawdę słuchać zacząłem po 2000r. W kilka lat później nabyłem własny egzemplarz. Ta płyta według mnie jest najlepszą w dyskografii.  Nie znam innego zespołu który grałby w taki sposób. Płyta obecnie to klasyka. Głos Annie Haslam to nie wokal  to anioła dźwięk.

Pozycja 65 -  Martin Orford -  Classical Music and ... Songs (2000)

Kupiłem płytę krótko po koncercie Martina jaki dał przed Pendragonem w Poznaniu. To co usłyszałem przyćmiło na moment koncert Pendragonu.Po prostu sprawił że nie czekałem na koncert gwiazdy a chciałem by grał dalej. Płyta wybitna. Muzyka to malowanie dźwiękiem. Czekam cały czas na coś podobnego od tego artysty bo póki co ostatnia jego pozycja już tak mi nie smakuje.

Pozycja 64 -  Alice Cooper - Welcome 2 My Nightmare (2011)

Artysta długi okres mi obojętny. Owszem w latach 80tych miał świetne płyty metalowe ale lata 70 ?. Jak widać każda muzyka musi dostać swój czas u mnie. Płyta trochę typu re-make ale nagrana z większym polotem. Muzyka ma sceniczny rozmach i doskonałą produkcję. Wszystko brzmi rewelacyjnie. Do tego doskonałe melodie i pomysły. Płyta sprawiła, że cofnąłem się do płyt z lat 70tych i wszystko wskazuje na to, że coraz bardziej je lubię.

Pozycja 63 -  Jim Steinman - Bad for Good (1981)

Odkrycie moje sprzed kilku lat zaledwie. Płyta wybitna i nagrana z rozmachem. Od kilkunastu miesięcy katowana przeze mnie cały czas. Miesięcznie po kilka odsłuchów. Poza tym to w końcu Jim Steinman a ten czego się nie chwyci robi od razu dzieło choć zakładał że stworzy tylko piosenkę. Carla DeVito jest boska...

Pozycja 62 -  Queen - Greatest Hits (1983)

Zdecydowałem się na składankę tej grupy bo jest na niej wszystko co lubię. Do Queen nigdy nie miałem jakoś serca. Przynajmniej jako całości. Uwielbiałem owszem poszczególne utwory ale płyty ? Po śmierci Frediego  nie rozumiałem tego szaleństwa. Teraz już zdążyłem się przekonać do większości ich płyt ale jak zauważyłem wystarczy mi gdy na półce mam ich Greatest Hits.  Piosenka według mnie najlepsza tej grupy ? – Somebody to love. Wybrałem do zestawienia wersję płyty wydaną w Polsce bo to z tego wydawnictwa poznałem lepiej ten zespół. Poza tym na tej a nie innej Bestce jest kapitalna piosenka Briana "39"

Pozycja 61 - Red Sand - Mirror of Insanity (2004)

Plagiat starego poczciwego Marillion ? Pewnie tak. Zamierzony ? Pewnie Tak. Udany ? Na pewno tak. Traktuję ten album jako piątą studyjną płytę Marillion. Wspaniale wykorzystane pomysły zawarte wcześniej na płytach "fishowskich". Blame ? Utwór który byłby ozdobą na każdej płycie i  to każdej formacji  progresywnej.


C.D.N.

Powoli biorę się za edycję trzeciej dwudziestki...czyli pozycje  od 60 do 41 - Im wyższe notowanie tym ciekawiej...  i zarazem mniej zrozumiale dla niektórych - prawda ?